Jakiś czas temu wpadłam na pomysł zrobienia czegoś, czego zwykle nie robię, a mianowicie wejścia na inne blogi. No przepraszam. Ja na swojego rzadko wchodzę, a co dopiero na wasze. Nie byłabym oczywiście sobą, gdybym nie miała w tym jakiegoś, związanego z szyderstwem, planu. Postanowiłam więc nie tylko dokonać mini researchu, co podzielić się z wami moimi wrażeniami. Pod lupę stawiamy dzisiaj blogi o coachingu. Jak zawsze, agresja słowna przewidywana, chociaż może się zaskoczę.

Mimo licznych wyników wyszukiwania, szybko okazało się, że zdecydowana większość z nich nie jest już prowadzona od kilku, a nawet kilkunastu miesięcy. Poszłam więc zjeść bułkę z szynką i patrząc w jeden punkt za oknem, zastanawiałam się czy jest sens się za to w ogóle zabierać, skoro ta sfera blogów wymarła wraz z rokiem poprzednim, ustępując miejsca kolejnym lajfstajlowym stronom traktującym o tym jak zostać minimalistą czy jak upiec buraki bez folii. Zaufałam jednak pozycjonowaniu Google i wybrałam na dziś pięć blogów, które znajdowały się na pierwszej lub drugiej stronie wyszukiwarki i te, na których ostatnie posty zostały dodane w tym roku. Wyjątek zrobiłam dla jednej strony, od której zresztą możemy zacząć.

HPR Group

Jest to strona internetowa największej w Polsce szkoły coachingu Select Your Way. Co do określenia jej jako „największej” mam wątpliwości, bo nie wiem co ma to oznaczać – największa pod kątem szerokiej oferty szkoleń czy największa jako ukryty komunikat, że „najlepsza”. Żadnego rankingu nie znalazłam, toteż potwierdzić nie mogę. Sama strona, oprócz wspomnianej oferty szkoleniowej, zawiera Coaching Blog prowadzony przez kilku autorów (coachów, trenerów, mentorów, itp.). Tekstów nie ma wiele, ale tytuły są bardzo obiecujące w kontekście merytorycznych treści dla początkujących coachów. Niestety po wejściu w większość linków, jest bieda. Teksty są niebywale bezpieczne, poprawne i bardzo krótkie. Jako fanka sensacji i długich form, możliwe, że odzywają się tu moje subiektywne preferencje, jednak wierzę, że nie byłabym osamotniona w poczuciu niedosytu informacji. Wiem, że „krótko i zwięźle” często się sprawdza, ale pewne tematy wymagają rozszerzenia, szczególnie jeśli są to tematy wciąż powszechnie niezrozumiałe, a coaching możemy chyba do takich zaliczyć, prawda? Strona HPR Group znalazła się na pierwszej pozycji w Google. To bez wątpienia zasługa skutecznego marketingu, jednak czy przypadkiem owe pierwsze miejsce nie zobowiązuje do nieco bardziej „misyjnego” charakteru i do przekazywania informacji mogących obalić popularne mity, obnażających tym samym prawdę o dziedzinie coachingu? W trakcie pewnej debaty o coachingu profesjonalnym na uniwersytecie SWPS zadano pytania uczestnikom-coachom, czemu nie broni się publicznie coachingu, skoro jest w Polsce tak nagminnie ciemiężony. Panie coach odpowiedziały, że dobry coaching obroni się sam. Myślę, że tak, obroni się sam, ale tylko do pewnego momentu i do pewnego stopnia. Obecnie, gdy wszechobecna dezaprobata osiąga w sieci apogeum, uważam, że warto temu coachingowi pomóc. I ja, prosta blogerzyna, próbuję to robić, a „największa szkoła coachingowa” z najpopularniejszym blogiem w Polsce o coachingu już nie. Nie kwestionuję kompetencji członków zespołu, uważam, jednak, że można byłoby z sekcji blogerskiej HPR Group wycisnąć dużo więcej.

Upcoaching

Blog prowadzony jest przez Natalię Grzesiak. Cóż, przynajmniej nie trzeba już sobie nazwiska wyrabiać. Pani Natalia jest akredytowanym, doświadczonym coachem i członkiem ICF Global, z racji tego, na jej stronie również pojawi się oferta jej usług. Sekcja bloga jest niewielka, ale posty są już nieco dłuższe niż u poprzednika. Nie wszystkie dotyczą coachingu bezpośrednio, ale w każdym widać coachingowe nacechowanie. Niestety są mocno podręcznikowe i ciężko się z nimi nie zgodzić. Nie dotyczą też niestety jakichś rozbudowanych treści. Jak na dziesięcioletnie doświadczenie w coachingu, pisanie o narzędziu SMART wydaje mi się trochę niewyszukane. Może, że autorka wyszła z założenia, że od czegoś zacząć musi, ale nawet i w tym wypadku poświęcanie całego artykułu na najbardziej popularne narzędzie coachingowe, którego wspomnienie wywołuje przewrócenie oczami 3/4 studentów coachingu na moich studiach, jest jak dla mnie nużące i to do bólu. Teoretycznie jest ok, ale trochę zbyt banalnie. Od tak doświadczonej osoby oczekiwałabym więcej, ale może tu właśnie objawia się prawdziwość założenia pań ze wspomnianej przeze mnie debaty – że coaching obroni się sam, na co ten blog może być dowodem, skoro mimo, że jest tak mocno średni, nie stanął na przeszkodzie w wyrobieniu ponad 1200 godzin sesji coachingowych przez jego autorkę.

Magdalena Fiałkowska

Zacznijmy od tego, że od samego wejścia bardzo mi się podoba. Lubię ładne blogi, gdzie przemyślany jest nie tylko kontent, a też sfera wizualna. No, ale jeszcze właściwie nie wiem czy kontent jest przemyślany. Zjeżdżam więc w dół, a tam miły dla oka tytuł jednego z postów „Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty – coaching fakty i mity”. Moja żądna afer natura w końcu może być zaspokojona. Klikam więc i z jednej strony cieszę się, bo post jest treściwy i dobrze napisany, ale o wspomnianym w tytule fanpage’u jest tyle co kot napłakał. Nie oskarżam o clickbait, jedynie zwracam uwagę na to, że liczyłam na rozwinięcie tego wątku. Przejrzałam bez specjalnego przejęcia kilka postów i zaczęłam się zastanawiać dlaczego kolejna osoba, która rozpisuje się na swój temat w zakładce „o mnie” na prawie 2,5 znaków, wyliczając wszystkie piętnaście szkół i czterysta skończonych kursów, nie chce (bo nie wierzę, że nie potrafi) opisać czegoś bardziej oryginalnego niż zasady dobrej komunikacji niewerbalnej. Z jednej strony, w porządku, czasami warto pewne tematy poruszać wielokrotnie, bo realne życie często wygląda inaczej niż w postach traktujących o teorii psychologii czy rozwoju osobistego. Ale, na Boga, zostawcie te tematy debiutantom, amatorom, pierwszakom na psychologii! A nie, pokończyły najlepsze uczelnie w Polsce i piszą o strefie komfortu. Żeby to jeszcze było chociaż jakieś inne ujęcie, to ok. Wszystko jednak takie sztampowe, akademickie i przy tym bardzo proste. Wielka szkoda.

Adam Dębowski

Wchodzę i czuję taki specyficzny klimat. Widzę trochu sprzedaży, trochu motywowania ze sceny, trochu występów w śniadaniówkach, linki do kupna książki i kursów online. Kilka minut i dowiadujesz się, że Adam Dębowski to jest naprawdę gruba ryba. Dobra, no to co tam o tym coachingu pan Adam nam ciekawego powie. Na pewno coś powie, bo pierwsza zakładka w sekcji bloga to właśnie „coaching”. Wchodzę więc i widzę takie wisieńki jak „Czy technologia powoduje depresję?”. Myślę ooooook, temat niegłupi, ale jak się to ma do coachingu? Klikam, czytam i kiwam głową. Wybronił się, niech będzie, kupione. Chociaż przyznam, że trochę naciągane jest te wciskanie coachingu w takie tematy, autorefleksja bowiem, do której zachęca autor może pozostać po prostu autorefleksją i nie było potrzeby łączyć jej z coachingiem, ale może się czepiam. Przejrzałam jednak jeszcze kilka postów z kategorii „coaching” i podtrzymuję moje stanowisko – nie do końca zgodzę się, że wszystkie te posty do niej pasują. Dobrą zmianą byłoby przekształcenie nazwy na „rozwój osobisty”, w taki sposób autor może nie ryzykowałby lekkiego wprowadzania w błąd. Z drugiej strony, można też wziąć pod uwagę, że autor nie tylko jest coachem, co też coaching traktuje jako filozofię na życie i wszystkie te wpisy rozpatruje pod kątem jego coachingowych przekonań. Który Kowalski jednak wpadnie na ten pomysł przeglądając tego bloga? Generalnie teksty mi się podobają, są przede wszystkim odpowiednio długie, dobrze zbudowane i zachęcają do wgłębienia się w inne zakamarki tej strony. Przeglądając wpisy Adama Dębowskiego, doszłam do wniosku, że on, jako pierwszy, zachęcił mnie do wejścia w zakładkę „oferta”. Bogate merytorycznie posty sprawiły, że chciałam zapoznać się z kursami, szkoleniami i innymi formami pracy p. Dębowskiego. Po prostu treści obroniły jego kwalifikacje. Samo wymienienie skończonych kursów nigdy nie wystarczy. Musi iść coś za tym. U Adama Dębowskiego idzie. Uff, w końcu.

Rafał Szewczak

Kolejny ładny blog. No, aż się buzia cieszy. Przebrnęłam przez wszystkie historie zawodowe, doświadczenia i kompetencje. Poszłam zrobić sobie herbatę i już nie musiałam dodawać miodu, bo tak słodko u pana Rafała. Zaciekawiona kliknęłam w zakładkę „blog” i przeglądam cztery strony postów. Wszystkie o coachingu. I wszystkie mam ochotę przeczytać. Uwierzcie, prawie nigdy mi się to nie zdarza. Paradoksalnie, nie mam ochoty pisać o tym blogu dużo. Mam ochotę po prostu go czytać. I to chyba najlepszy opis tego bloga, jaki mogę mu zafundować. Poza promowaniem go w każdym medium społecznościowym, jakie posiadam.

Wnioski. Najlepsze blogi nie pojawiły się na podium, ba, nie pojawiły się nawet na pierwszej stronie wyszukiwania. Jest to pewnego rodzaju nauczka, by w swoich poszukiwaniach nie ograniczać się do tego co pozornie najpopularniejsze. Z pełną odpowiedzialnością, mogę na dziś polecić Adama Dębowskiego oraz Rafała Szewczaka. Dobre treści trzeba promować.
Jeśli spodoba wam się taki format, może za jakiś czas znowu przejrzę kawałek internetu, by znaleźć kolejne, godne uwagi, blogi.

Dajcie znać czy któryś z powyższych znaliście, a jeśli nie, to czy któryś z nich się wam spodobał i czy zostaniecie tam na dłużej.

Trzymajcie się!

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: