To był rok kawy, podróży i Boga – krótkie podsumowanie 2018

4 stycznia
Poszłam do kina po raz piąty na The Last Jedi. Powiecie – jakaś pomylona. Może pomylona. W tamtym czasie uważałam to za niepodważalny dowód na to, że jestem fanką nie do pobicia. Nikt, kogo znam, nie przebił mojego wyniku. Jedynie jakieś freaki z Facebooka komentujący fanpage Star Wars, co to podobno odwiedzali kino po piętnaście razy. Szłam sama, szłam z siostrami i to z każdą osobno, starając się wyczuć czy im się podoba i czy wciągnę do gwiezdnowojennego gangu chociaż jedną osobę z rodziny. Bezskutecznie.
Do tego moja mama boi się Chewbacci. Kocham Cię mamo.

3 lutego
Byłam ostatni raz na imprezie. Pamiętam, bo w kalendarzu pod datą 4 lutego zapisałam sobie „migrena życia od głośnej muzyki”. Tak, ja zapisuję sobie takie rzeczy. Także 3 luty to data mojego oficjalnego zdziadzienia. Ale nie ubolewam.

16 lutego
Byłam w kinie na jakiejś średnio zabawnej francuskiej komedii. Film wyłączył się w trakcie seansu i wraz z trzema parami czekałam 25 minut na jego ponowne włączenie. W ogóle nie był tego wart, ale uznałam, że dla dwóch ładnych aktorek jestem się ostatecznie w stanie przemęczyć. Skutek był taki, że wróciłam do domu i zaczęłam uczyć się francuskiego. Naukę porzuciłam po trzech tygodniach. Idę na rekord, ostatnio jak poszłam na filologię francuską, to rzuciłam po roku. Je suis génial.

Gdzieś w okolicach kwietnia…
Zaczęłam pisać pracę licencjacką. Co to dużo mówić, kto pisał ten wie jak to wygląda. Idziesz do kawiarni, spędzasz tam dziewięć godzin, wydajesz więcej niż połowa klientów tego dnia, a kończysz z dwiema stronami w Wordzie i to przy dobrym wietrze.

25 kwietnia
Wielki dzień dla fanów Marvela, a mianowicie premiera Avengers: Wojna bez granic. Tu muszę się pochwalić, że ograniczyłam swoje wewnętrzne maniactwo i odwiedziłam kino jedynie trzy razy. W przeciągu tygodnia, ale tylko trzy razy. Połowa roku, widać postępy w dojrzewaniu.

7 czerwca
Zaczęłam pracować jako baristka. To było jedno z najbardziej wymagających zajęć w moim życiu, a pracowałam już w wielu miejscach. Z perspektywy czasu jednak zawsze dochodzę do wniosku, że absolutnie każda praca wnosi do mojego życia coś nowego i każda była warta, by ją podjąć. Ta wniosła wytrzymałość, cierpliwość i pokorę, ale przede wszystkim – miłość do kawy, która wskoczyła u mnie na jeszcze wyższy poziom. To dzięki tej pracy spamuję kawkami na Instagramie. Jak ktoś ma tego dość, proszę winić szefa, że mnie zatrudnił.

17 czerwca
Odwiedziłam Berlin, który już dawno chciałam zobaczyć. Byłam tam dwa dni, zobaczyłam najważniejsze miejsca z przewodnika. Zakochać się chyba nie zakochałam, ale nie da się ukryć, że Berlin ma swój klimat i z wszystkich czterech miast, które do tej pory w Niemczech widziałam, Berlin spodobał mi się chyba najbardziej.

W 2018 odwiedziłam też kilka miast w Polsce, a mianowicie Opole, Wrocław, Kraków, Łódź, Warszawę, Gdańsk, Sopot i Gdynię. Jak widać, trzeba się było regularnie nagradzać za męki przy pisaniu pracy.

2 lipca
Zmieniłam nazwę bloga. Jako, że jestem człowiek nieustannie wątpiący i rozważający wszystkie opcje po piętnaście razy, do dziś nie jestem przekonana o słuszności moich kroków. Usunęłam fanpage, założyłam nowy, trochę bezmyślnie, bo straciłam wielu obserwatorów. Więc to była dla mnie lekcja, by być trochę bardziej rozważna.

18 września
Obroniłam pracę licencjacką na 5 i tydzień później byłam już w samolocie w drodze do Mediolanu. Oprócz Mediolanu odwiedziłam Florencję, Manarolę w prowincji La Spezia, San Remo, Genuę, Saint-Tropez, Cagnes-sur-Mer, Cannes, Niceę oraz Monako.
Tak się świętuje obronę, a nie, że na lody do Maka. A tak serio, to były piękne wakacje i do dziś sama sobie zazdroszczę, że podczas polskich chłodów, ja mogłam wygrzewać łepetynkę w tak cudnych miejscach.

25 listopada
Trafiłam do szpitala z drugą w życiu odmą samoistną. Piszę o tym tylko przez wzgląd na potencjalnych odmowców. Jeśli ktoś z was nawabiłby się tej francy, to pamiętajcie, że koleżanka blogerka ma już niemałe doświadczenie. W razie czego, piszcie śmiało.

O dziwo, nie chcę się rozpisywać. W tym roku było typowo – była praca, były studia. Do tego doszło częste odwiedzanie kina, oglądanie filmów w domu. Nigdy też tyle nie podróżowałam co w 2018. Najważniejszą jednak zmianą jest moja relacja z Bogiem, którą postanowiłam na dobre już odnowić, mimo, że to wcale nie było moim postanowieniem na ten rok. Jestem już w takim wieku, że nie mam ochoty na sinusoidę. Nie mam ochoty na emocjonalne uniesienia i opieranie jakichkolwiek relacji tylko na tym co czuję ani na badanie mojego zaangażowania w oparciu o to jak bardzo jestem wzruszona czy dotknięta. Nie chodzi o to, że odsuwam serce od takich decyzji, po prostu patrzę już bardziej logicznie i racjonalnie zarówno na mój kontakt z Bogiem jak i z rodziną czy rówieśnikami. Jak przyjaźń – to tylko z osobami o takich samych wartościach. Jak związek – to na poważnie. Jak wiara – to prawdziwa, osobista więź z Jezusem. Podjęłam decyzję, ustanowiłam wartości i trzymam się ich. Straciłam przez to większość znajomych, którym widocznie zmiana mojego kierunku w życiu się nie podobała.  A prawda jest taka, że wcale nie obrałam nowego kierunku, po prostu wróciłam na właściwy.

Jestem Kasia. Studentka pierwszego roku studiów magisterskich Doradztwa instytucjonalnego i Business coachingu. Blogerka. Miłośniczka kawy, a najbardziej flatłajta. Odkryłam w tym roku wiele świetnych kawiarni. Już nie szaleję za mopsami jak rok temu. Coraz częściej dopuszczam do głosu dorosłą część mnie. Moja miłość do Star Wars osłabła, na rzecz zainteresowania innymi filmami. Obejrzałam ich w tym roku 85. Zaczęłam czytać i dokładnie studiować Biblię z kanałem Tajemny Plan.

Jest 21:18, jem ciastka maślane posypane cukrem, popijam kawą i mam poczucie, że ten rok będzie po prostu ok. Oddaję go Bogu. Nie polegam na sobie i na swojej mądrości. Moim głównym postanowieniem noworocznym jest przeczytanie całej Biblii i częstsza modlitwa. Reszta prozaiczna, więcej kontaktu z ludźmi, więcej angielskiego, dużo filmów do obejrzenia. Cokolwiek by się w tym roku nie działo, mam nadzieję w Bogu. W Bogu, o którym nie wstydzę się mówić głośno. Jezus umarł na krzyżu ponad 2000 lat temu, byśmy, zaufawszy Mu, mogli dostąpić zbawienia. Nie czujcie się osaczeni, gdy Wam o tym przypominam. Mówię to dlatego, że sama kiedyś byłam zagubioną, szukającą akceptacji w ludziach dziewczyną, a dziś radzę sobie sama ze sobą o niebo lepiej. W tamtym roku zmagałam się z nerwicą, lekką depresją, hipochondrią. Relacja z Bogiem odsunęła te wszystkie zmagania. Jak mogłabym o tym nie mówić głośno?

W nowym roku życzę wam, byście mogli cieszyć się spokojem, bo myślę, że będzie on kluczowy do przetrwania, podczas gdy na świecie dzieje się coraz więcej.

W następnym poście, przedstawię prawdopodobnie roczne podsumowanie filmów. Mam nadzieję, że znajdą się zainteresowani. 😉

Buziaki.

 

1 myśl w temacie “To był rok kawy, podróży i Boga – krótkie podsumowanie 2018

  1. Jeśli ludziom nie podoba się kierunek, w którym poszłaś może jeszcze nie dojrzeli do tego, aby go zrozumieć 🙂 Wybór Boga to zawsze najlepszy pomysł, jaki można mieć 🙂 Mimo zmiany nazwy i fanpage’a, ja akurat zostanę, nawet jak zmienisz go jeszcze 5 razy :p Czytanie Ciebie daje mi power, żeby samej więcej pisać i do wielu innych rzeczy 🙂
    Dobrze że tu jesteś! I dużo zdrówka ! 🙂

    A apropo czytania Biblii, może spodoba Ci się to: https://www.youtube.com/channel/UCUiBzN3u2cUEy8dxsKLiutA

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close