Czy szkoła odbiera nam indywidualność?

Dzisiaj krótka refleksja. Najpierw krótkie storytime. Dziś ogólnie będzie zadziwiająco krótko, poniżej tysiąca słów. Święto narodowe z tego zróbmy.
Kilka dni temu, podczas mojego półgodzinnego window shopping, natknęłam się z naprzeciwka na pewnego ciekawego osobnika. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że chłopak idealnie wstrzelił się w porę, bo krótka refleksja wynikająca z tej konfrontacji pierwszorzędnie pokryła się z treścią pewnej książki, którą w tamtym czasie akurat kończyłam, i do której przeczytania i tak chciałam was zachęcić. Otóż chłopak ten szedł i, z słuchawkami na uszach, radośnie, z niespotykanym i nieco nieadekwatnym do wyobrażonych okoliczności zaangażowaniem, machał rękoma udając, że gra na perkusji.
Moja pierwsza myśl: Czubek. No świr. W drugiej sekundzie mózgownica zaczęła instynktownie szukać drogi ucieczki. Którą drogę obrać, by uniknąć bliskiego spotkania trzeciego stopnia?
Musiały minąć kolejne trzy sekundy, bym zaczęła się mentalnie chłostać za wcześniejszą rozkminę.

Spytacie, Kasia, dlaczego? Miałaś rację, idzie dziwadło, udaje, że wali pałkami z wyimaginowane bębny, normalna reakcja z twojej strony.

Hm, nie do końca normalna. Mam takie wrażenie, że często wymagamy od ludzi, by się zanadto nie wyróżniali. W uniwersyteckiej sali, jak jakaś osoba „za często” zabiera głos, reszta czasem rzuca w jej stronę lekko poirytowane spojrzenia. Się znalazł, kurde, erudyta. Gdy wśród setki dziewczyn ubranych na czarno, jedna wyskoczy w folkowej kiecce a la Carmen Miranda, wyląduje pod drwiącym ostrzałem reszty lasek, w czarnych rurkach, czarnych botkach i ciemno-zielonych parkach, uważających cokolwiek innego za kuriozum. Gdy ktoś wyróżnia się z tłumu, bo mówi co innego bądź zachowuje się inaczej niż 98% społeczeństwa, to przynajmniej 50% z nich będzie jawnie się tym 2% sprzeciwiała. I nie chodzi mi tu o politykę, wiarę, płaską Ziemię czy szczepionki. Chodzi mi o zwykłego chłopaka grającego na zmyślonej perkusji, podczas gdy reszta widzi jedynie chłopaka, robiącego z siebie pajaca. I sobie tak dumam, skąd się wzięło te nasze myślenie. I, jak wspomniałam, czytałam ostatnio książkę, która jakby dała mi odpowiedź.

Odpowiedź to: szkoła. Dziękuję Panie Juul.
Leci cytacik.

W Skandynawii dzieci w wieku od roku do piętnastu lat spędzają średnio dwadzieścia sześć tysięcy godzin w instytucjach edukacyjno-wychowawczych (…). Muszą po prostu w nich być, nie mając wpływu na wybór kolegów, wychowawców ani atmosfery pedagogicznej, jaka w nich panuje (…). W ciągu kolejnych czternastu lat będzie się od nich oczekiwało tylko jednego: aby posłusznie wykonywały polecenia. O takim posłusznym dziecku mówi się, że «dobrze funkcjonuje w grupie ».

„Kryzys szkoły”. Książka została wydana w 2013 roku, chociaż myślę, iż z racji, że jej nazwa byłaby i aktualna 30 lat temu, nie jest ona zbyt trafna. Ja mam wrażenie, że kryzys to oznaka czegoś, co teraźniejsze. Nie było i nie będzie, zażegnamy go albo sprzątniemy problemy pod dywan, ale go nie będzie. Jest teraz. A czy szkoła kiedykolwiek była wolna od kryzysu? Może bliską wolnej od kryzysu była szkoła w Norwegii 60 lat temu, kiedy to chodziło się do niej trzy razy w tygodniu. Jednak to już takie przemyślenia przy okazji…

Jesper Juul w swojej książce daje mi odpowiedź na pytanie dlaczego tak boimy się różnorodności, wyjątkowości, folkowych kiecek i chłopaków grających na urojonej perkusji. Szkoła nauczyła nas wpasowywania się w schemat. „Dzisiejsza szkoła do złudzenia przypomina fabrykę z pionerskich czasów industrializacji. Mówiono wtedy, że trzeba pracować, a nie myśleć. (…) Firmy nie chcą posłusznych wykonawców rozkazów, ale odpowiedzialnych i silnych osobowości, które potrafią pracować w sposób kreatywny i podejmować samodzielne decyzje. Potrzebują pracowników, którzy potrafią myśleć samodzielnie niestandardowo i nie wtapiają się w tłum.”

Moim zdaniem, szkoła w ogromnym stopniu przyczyniła się do naszego szablonowego myślenia. W szkole mamy normy, nakazy, klucze odpowiedzi, za to brakuje przestrzeni do kreatywności i wyjścia poza narzucone ramy, zarówno przez uczniów jak i ambitnych nauczycieli. Nie ma czasu, trzeba gonić z materiałem, żeby się wyrobić. Ktoś ten program układa i narzuca go nauczycielom, których selekcja polega właśnie na dostosowaniu się do owego programu i umiejętności wdrożenia go w życie uczniów, zabijając tym samym własną inwencję twórczą, możliwą do wykorzystania podczas lekcji. Udzielam dzieciom korepetycji od ponad pięciu lat i tak naprawdę nie muszę czytać żadnych książek o kryzysie szkoły, by wiedzieć, że sytuacja w ostatnich latach znacząco się pogorszyła. Zamiast gonić za piłką czy czytać o planetach, trzeba robić wieczorem zadania z matematyki i wkuwać na pamięć wiersze, które zapomni się po dwóch dniach. Zresztą, co ja będę wam opisywać szkołę. Każdy z nas, bez względu na wiek, przechodził przez to samo. „Jeśli spojrzymy na statystki, to okaże się, że osiemdziesiąt procent najbardziej kreatywnych ludzi, którzy odegrali ważną rolę w życiu społecznym, naukowym czy politycznym, miało wielkie problemy w szkole”. Nie jesteśmy na tyle odważni, by to zrozumieć i spróbować nie żyć wytyczonymi przez szkolną instytucję standardami, które wyznaczają sukces i powodzenie tylko jeśli droga do niego prowadzić będzie przez siedzenie do 23:00 nad książkami, które mają nas nauczyć na piątkę. Piątkę, która ma się nijak do realnego życia, poczucia własnej wartości i wiary w siebie.

To tak jak z angielskim. Widzę to poprzez pracę z dziećmi. Sama skończyłam podstawówkę 12 lat temu i widzę, że nic się nie zmieniło. Pakujemy w siebie tabelki z czasami, podczas, gdy nie umiemy wydukać trzech zdań do obcokrajowca, bo „blokada językowa”, bo „co pomyśli, jak się pomylimy”, „bo jakiego czasu mam teraz użyć”. Amerykanie są tu pierwszorzędni. Prawie nie używają present perfect, zastępując go past simple. Mam wrażenie, że silimy się często na wyższą poprawność gramatyczną niż niektórzy native speakerzy. A dzieciaki w czwartej klasie uczą się teraz zapisu fonetycznego. Holy shit.

Miałam napisać więcej, ale chyba z tym was zostawię. Konkluzja taka: zachęcam do przeczytania książki „Kryzys szkoły”, jest krótka i zawiera wiele ciekawej treści, której nie chciałam wam tu naraz przekazywać. Pomyślcie również jak wy reagujecie na „inność” i czy sami, wsadzeni w pewne ogólnie obowiązujące normy, nie boicie się być czasem „inni”. 😉 Ja zamierzam dać sobie i innym więcej wolności. Trochę na znak buntu przeciwko szkole, do której co prawda już nie chodzę, ale mam za sobą kilkanaście małych osóbek, które nie są nawet w połowie swojej drogi edukacyjnej.
Weźmy odpowiedzialność za siebie, za nasze „Ja”, za emocje, które nosimy w sobie i, które inni wywołują w nas podczas mierzenia się z indywidualnością. Instytucja, jaką jest szkoła, usilnie próbuje wtłoczyć nas do jednego worka. Jednolitą grupą łatwiej manipulować i nie trzeba opiewać tego żadną spiskową teorią, ale można. Pomyślcie nad tym.

Do następnego.

 

8 myśli w temacie “Czy szkoła odbiera nam indywidualność?

  1. Daria Filipowicz pisze:

    Ja niestety też często muszę siebie upominać, kiedy w głowie pojawiają się komentarze na temat czyjegoś ubioru, zachowanie czy wyborów życiowych. I powtarzam jak mantrę: dopóki ktoś nie robi drugiej osobie krzywdy, ma prawo żyć jak chce.

    Polubienie

  2. carol pisze:

    Bardzo dobry artykuł Kasia! Książka na pewno warta przeczytania. Myśląc nad tym co napisałaś nasuwa mi się spostrzeżenie jasne: Za kilka lat może być jeszcze gorzej, bo przecież już są pogłoski o sobotnich zajęciach w szkole. Rząd przy projektach rozporządzeń i ustaw myśli emocjami i chwilą nie analizując sytuacji a później wychodzi, że poziom edukacji jest niski, dzieci jest w szkole za dużo (bo to jest naturalna konsekwencja zlikwidowania gimnazjum) a ludzie muszą dalej się zgadzać na to co politycy proponują i iść potulnie jak te „barany na rzeź”. Myślę, że indywidualność w dzisiejszej Polsce jest kluczowa i atrakcyjna dla potencjalnych pracodawców, bo to co tworzysz sam z siebie świadczy o Twojej kreatywności.
    Pozdrawiam! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. kacha sroka pisze:

      Dzięki! Tak, książkę naprawdę z serca polecam każdemu. Mi ją pożyczyła właśnie mama mojego ucznia, bo zauważyłam ją u niej na stole i zainteresował mnie tytuł. Po przeczytaniu od razu napisałam dla wszystkich moich uczniów kartki z pytaniami typu „Co chciałbyś zmienić na naszych zajęciach, by były ciekawsze i byś czuł się na nich lepiej?”. O dziwo, nikt nie chciał nic zmieniać, ale samo zainteresowanie z mojej strony uczuciami i pomysłami uczniów, polepszyło nasze relacje. Także książka bardzo mnie zainspirowała, puszczam ją w świat, mając nadzieję, że więcej osób się nią zainteresuje. I masz rację, niestety będzie coraz gorzej. Doszedł pęd życia, w którym rodzice nie mają czasu na kontrolowanie systemu szkolnego, bądź, z wygody, świadomie godzą się na taki, opłakany, stan rzeczy. Miejmy nadzieję, że dzisiejsza siła – Internet – zostanie wykorzystana przez młodych dorosłych w pozytywny, kreatywny i owocny sposób. Chociaż w dobie 500+… Trochę załamka.

      Polubione przez 1 osoba

  3. mART pisze:

    Świetnie się czyta! Jak się na cały system edukacji spojrzy świeżym okiem, to wygląda to na duży Orwellowski świat. Jesteśmy oceniani przez nauczycieli wedle jednej miary, siedzimy cicho w ławkach i boimy zadawać się pytania, a już, nie daj Borze Tucholski, popełniać błędy, bo jesteśmy za nie karani właśnie tymi śmiesznymi ocenami – tak jakby jedynka była jednym punktem dla Twojej całej osoby.
    Niestety, do tej pory nie wymyślono nic lepszego.

    Polubione przez 1 osoba

    1. kacha sroka pisze:

      Dzięki! „Nie daj Borze Tucholski” – dobre 😀 Celne porównanie do Orwella, chociaż odważne i mogłoby się wydawać, że wyolbrzymione. Ale zgadzam się, jak spojrzeć na to z szerszej perspektywy, to tak właśnie to wygląda.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s