Krótka recenzja poradnika „Relacje na huśtawce”

Nie będę was bajerować – nie jest dobrze. Co jakiś czas wrzucałam na Instagram zdjęcie przedstawiające moje plany czytelnicze. Niestety, w rzeczywistości sprawa wyglądała mniej kolorowo. Bez filtra vsco nic już nie jest takie piękne. Książki okazywały się albo obrzydliwie nudne albo do bólu poprawne, co sprawiało, że sięgnięcie po jedną z nich jawiło mi się niczym praca w zakładzie górniczym przy zepsutej koparce. W niedzielny wieczór siadałam z kubkiem kawy i robiłam plan na cały tydzień, wliczając w codzienną rutynę czytanie tych cholernych książek, czego ostatecznie albo nie robiłam albo robiłam z poczucia przymusu, który, o dziwo, sama sobie przecież narzuciłam. Głupie stworzenie.
Dostałam jakiś czas temu książkę „Relacje na huśtawce. Jak uwolnić się od negatywnych wzorców zachowań?”, której przeczytanie, o dziwo, nie wywołało u mnie ziewania co 13 sekund, oraz, kolejne już o dziwo, zajęło mi wyjątkowo mało czasu. To, co skończyłam, w kilku słowach wam teraz wyłożę, chociaż decyzja jest taka, by, tak czy siak, zrobić sobie małą przerwę od książek.
Może moja alergia na książki wynika z tego, że po całym dniu spędzonym poza domem, Netflix wiedzie zdecydowany prym nad resztą ulepszaczy wieczoru, pomijając już fakt, że nad takim ulepszaczem zwykle zasypiam po 30 minutach od momentu jego „wdrożenia”. Nie mam czasu na czytanie i nie jest to wymówka. Po prostu wolny czas, którego nie mam ostatnio wiele, wolę poświęcić na coś innego. Taki mam teraz okres.

Książka „Relacje na huśtawce” jest poradnikiem psychologicznym, a ja takich poradników mam już na koncie całkiem sporo (co z tego, że połowy nie pamiętam). Jest jednak coś, co mocno wyróżnia tę książkę na tle innych w tej dziedzinie.
Zanim przejdę do sedna, zastanówmy się czym jest poradnik. Z samej nazwy można wywnioskować, że jest to książka w której znajdziemy porady. Nie możemy więc rzucać się, że autor ukrywa sugestie dotyczące ewentualnych działań jakie możemy podjąć ani, że autor sypie wprost jak się powinno w danej sytuacji zrobić, by osiągnąć taki i taki skutek. Z prostej przyczyny – autor nie musi tego robić. Pisze poradnik, więc zakłada, że ludzie kupią go, bo potrzebują porady. Z jakichś przyczyn, poradniki kucharskie są inaczej odbierane niż poradniki psychologiczne. Coś w stylu: „Ok, możesz mi mówić jak mam gotować, ale nie możesz mówić mi jak mam żyć”. Osobiście czytałam różne poradniki, od takich w których co trzecie zdanie zaczynało się „Amerykańscy profesorowie Stanforda odkryli, że…”, tak jakby eksperyment od ich pradziada Zimbardo im nie wystarczał (nieśmieszny żart blogera), po takie, które były wypełnione dyrektywnymi „musisz”, „trzeba” i „powinnaś”.

„Relacje na huśtawce” pokazują przyjemną, wypośrodkowaną alternatywę: miło podaną teorię, wolną od przytaczania nazwisk zachodnich naukowców nauk społecznych i humanistycznych oraz, i tu zaczyna się najważniejsze, praktykę pod postacią ćwiczeń. Jest ich w tej książce tak dużo, że śmiem ją ogłosić najbardziej poradnikowym poradnikiem jaki w życiu przeczytałam. W trakcie czytania tej książki zdałam sobie sprawę jak tak naprawdę powinien wyglądać dobry poradnik psychologiczny traktujący o zmianie (a nie oszukujmy się, większość z nich o tym traktuje). Ćwiczenia to jest punkt, to jest sedno.
Na okładce książki widnieją takie pytania:
– Czy reagujesz na ludzi w sposób, którego później żałujesz?
– Czy pozwalasz, aby emocje przejęły nad tobą kontrolę?
– Czy często czujesz się zraniony, a potem jesteś zły na innych?
– Czy zazwyczaj wycofujesz się i zamykasz w sobie?

Jeśli tak, to nie dostaniesz tu od autorów psychologicznej papki, rodem z co drugiego pseudoprofesjonalnego portalu traktującego o psychologii, na którym autorzy artykułów na 450 słów myślą, że po dodaniu do wpisu haseł takich jak ego, jaźń, mindfulness i wewnętrzny krytyk, automatycznie staną się biegłymi w temacie opiniodawcami, podczas, gdy są jedynie niespełnionymi dziennikarzynami, piszącymi tekst na kolanie i wertującymi Murphy’ego, w poszukiwaniu innych mądrych słów kluczy do swojego nowego tekściku o wampirach energetycznych. W „Relacjach” dostaniesz, człowieku, to czego najbardziej potrzebujesz – porad, które sam sobie wystawisz, bo nikt ani nic nie poradzi ci lepiej niż ty sam. Rzecz jasna, bez przesady, zawsze można, a nawet warto posłuchać rodziny czy przyjaciół, ale ostatecznie kładąc się spać, jesteśmy tylko my sami ze sobą i swoimi myślami. Tylko Bóg zna nas lepiej niż my samych siebie, dlatego warto budować nieco na swoim doświadczeniu, swoich emocjach, swoich przekonaniach (chociaż to może być sporny temat) i swoich przeżyciach wynikających z… ćwiczeń zawartych w np. takiej właśnie książce. Nie ma nic lepszego niż praktyka, bo znając teorię, jaką mamy szansę wcielenia ją w życie? Trzeba dużych pokładów determinacji i równie dużych pokładów wiedzy, by umieć przeistoczyć koncepcje w konkretne działanie. A ta książka daje te możliwości na tacy.

I za to warto płacić 39,90. A tu, na stronie GWP, widzę zniżkę, więc tym bardziej warto płacić. Dziękuję wydawnictwu za dobrą książkę, a wam dzięki za bycie tu ze mną. Dajcie czasem jakiś znak, że czytacie, będzie mi bardzo miło. 😉

Jedna myśl w temacie “Krótka recenzja poradnika „Relacje na huśtawce”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s