HIGH FIVE, czyli złota 5-tka filmów godnych obejrzenia

Info #1. Obroniłam się. Dostałam kartę podarunkową do Reserved i dużo gratulacji na fejsie. Nie wiem czemu. To znaczy, kartę wiem, kocham Reserved, ale te słowa uznania? Wmówiłam sobie przed wejściem do sali, że to pikuś, każdy zdaje i trwać będzie cała ta operacja bronienia się z pięć minut i dokładnie tak było. Stres w postaci silnego bólu brzucha złapał mnie dopiero po obronie, ale przed? Przed koleżanka mówiła, że stresuje ją mój spokój. Tak było. Śmieszne, ale prawdziwe. Nie ma więc co budzić do mnie jakiegoś większego respektu.
Info #2. Skończyłam Doradztwo filozoficzne i coaching i mimo, że jakiś czas temu opisywałam ten kierunek dość, hm hm hm, konkretnie i nie w samych superlatywach, podjęłam decyzję o jego kontynuowaniu. Oto jakie miałam inne opcje:
– filozofię (cóż)
– socjologię (cóż)
– kultury mediów (podobno uczą się na nich co to jest radio i nasza-klasa)
– administrację: bezpieczeństwo wewnętrzne (po obejrzeniu serialu Brooklyn Nine-Nine miałam zajawkę na pozostanie policjantką, wy powiecie „cóż”, ja powiem, że to ekstra pomysł, ale jednak trochę zbyt niepewny).
Jak widać, dla ludzi po coachingu najlepszy jest coaching.
Info #3. Dziś napiszę o fajnych filmach! I przejdźmy od razu do rzeczy! Chodźcie!

Postaram się, żeby pierwsza złota, subiektywna piątka nie zawierała w sobie jedynie filmów Marvela. Doceńcie starania, bo macie do czynienia z fanką. Taką serio, serio fanką. Że jak nie wiadomo co załączyć, to 99% filmów Marvela wywoła u mnie entuzjastyczne: TAK, TO MÓJ ULUBIONY FILM!

PIANISTA

Dramat biograficzny / Polański
Takie filmy to mi nawet ciężko opisać. Jestem z tych, którzy w życiu jakoś specjalnie się nie emocjonują, ale za to umieją popłakać się na reklamie. Nie wiem dlaczego, czy przez muzykę w tle, historię czy sprawny marketing. Nie wnikajmy. Rzecz jasna, domyślacie się, że Pianistę przepłakałam całego. Emocje od smutku, poprzez gorycz, po chwilę radości przeszły przeze mnie na wskroś. Na prawdę niesamowita historia pianisty Władysława Szpilmana, Żydów, wojny, okupowanej i zniszczonej Warszawy, z piękną muzyką w tle i świetną obsadą, w której znalazł się Adrien Brody w roli głównej. Stworzył on, jak dla mnie, najlepszą postać w historii kina tego gatunku. Jako jedyny film ma u mnie dychę na Filmwebie i nie, żebym była na tyle ważną osobistością, by się moją opinią na tym jakże opiniotwórczym i rzetelnym portalu kierować, ale chciałam go jakoś wyróżnić. Po prostu na to zasługuje.

STOWARZYSZENIE MIŁOŚNIKÓW LITERATURY I PLACKA Z KARTOFLANYCH OBIEREK

Melodramat / Newell
Kocham film Wiek Adeline, ale dopiero po zobaczeniu „Stowarzyszenia…” zdałam sobie sprawę jak powinien wyglądać melodramat, który swoim do bólu romantycznym wątkiem nie przesłodzi i tak już dosyć melancholijnej fabuły. Tu gra ten sam aktor co w Wieku Adeline (Michiel Huisman), a do tego dochodzi Lily James, która zdążyła zachwycić mnie już w drugiej odsłonie musicalu Mamma Mia. Akcja rozgrywa się w latach 40 w Londynie i wysepce Guernsey. Niebanalna historia młodej pisarki, która wyrusza na wspomnianą wyspę, by odwiedzić tytułowy klub książki, który został założony podczas okupacji niemieckiej. Brzmi w sumie trochę banalnie, jak tak to teraz czytam. Spoilować nie chcę, ale zachęcić muszę! Obsada – mam nadzieję, że zachęca. Widoki, muzyka, stroje – piękne! Nie jest słodko pierdząco, jak to bywa często w melodramatach. Jest romantycznie, ale jest też racjonalnie i dojrzale. No i ostatni plus – można go prawilnie obejrzeć za Netflixie.

INTERSTELLAR

Sci-Fi / Nolan
Co mówi nam Filmweb. „Byt ludzkości na Ziemi dobiega końca wskutek zmian klimatycznych. Grupa naukowców odkrywa tunel czasoprzestrzenny, który umożliwia poszukiwanie nowego domu”. W sumie szanuję za podjęcie próby streszczenia tego filmu w dwóch zdaniach. Ja bym go nie streściła nawet w 50-ciu. Ten film to troszkę minfuck, ale taki pozytywny. Poszłam sobie po niej kupić koszulkę z logo NASA. Rola Matthew McConaughey jak dla mnie absolutny sztos. Cudowna Chastain, mała rólka mojego Sebastiana Stana, Anne Hathaway, którą też lubię. Muzyka, mój Boże… Muzyka tu robi ogromną robotę. A film. Film jest dla mnie niezrozumiały na tyle na ile chciałabym go pojąć. Chyba muszę pogodzić się z faktem, że hard science to tam raczej nie dostanę i, że lepiej po prostu uznać wszystko jako fiction i mieć spokój. Pamiętam jednak jak bardzo mnie ten film zachwycił (tak, że wzruszył to już pewnie wiecie), że nie potrafiłam długo po nim zasnąć. Inne wymiary, to coś, co nie wiem czy ma rację bytu, ale zaczęło mnie już interesować kilka miesięcy temu. Film tylko to pogłębił.

ŚNIADANIE U TIFFANY’EGO

Melodramat / Edwards
Może nie wiecie, ale jestem ogromną fanką Audrey Hepburn, a jej rola w Śniadaniu sprawia, że prawdopodobnie to głównie dla niej wracam do tego filmu po raz osiemdziesiąty drugi. Filmowi zarzuca się płytkość i infantylność. Ja teoretycznie zdaję sobie sprawę z tych „słabych punktów”, ale wypieram to ze świadomości. Mnie urzeka ten film od pierwszej do ostatniej minuty. Muzyka, rola Audrey, jej stroje, jej zabawna i naiwna osobowość, czynią ten film prostym, faktycznie trochę dziecinnym, ale w tym wszystkich bardzo przyjemnym i jak dla mnie… jednym z lepszych tego gatunku.

STRAŻNICY GALAKTYKI (obie części)

Akcja, Sci-Fi / Gunn
Sorry, musiało się coś pojawić z uniwersum Marvela. Nie uważam, żeby Strażnicy byli definitywnie najlepszym filmem, ale zdecydowanie są w mojej TOP3, jeśli chodzi o MCU. Druga część podobała mi się bardziej i drugą część macie też na Netlixie. Tak jak większość ekranizacji komiksowych tego uniwersum ukazuje superbohaterów, tak postaciom w Strażnikach daleko jest do stereotypowego bohatera typu Kapitan Ameryka czy choćby Thor. Dosyć przygłupawy skład tworzą: Peter Quill – pół Ziemianin, pół #niemogęmówić, Drax – bardzo bezpośredni, niezbyt inteligentny, ale przy tym bardzo bojowo nastawiony do głównego antagonisty, Gamora – zielona kobita, podobno „najniebezpieczniejsza w kosmosie”, najmądrzejsza z całej piątki, córka Thanosa, czyli wspomnianego antagonisty, Rocket – wygadany szop po mofyfikacjach genetycznych oraz Groot – drzewo, po prostu. Humanoidalne, ale wciąż drzewo. Strażnicy są półgłówkami, ale ich relacje są tak niesamowicie zabawnie ukazane, że nie wiem czy nie posunę się o stwierdzenie, że to najśmieszniejszy film w MCU. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że Strażnicy to takie bardziej kolorowe i radosne Gwiezdne Wojny. Jeśli chodzi o muzykę, to osobiście dzięki temu filmowi zbliżyłam się nieco do hitów lat 70, 80 i 90. Bardzo, bardzo polecam obejrzeć, szczególnie, że szykuje się trzecia część!

To wszystko na dziś. Jest 1:06 i ledwo patrzę na oczy. Prawdopodobnie będę kontynuowała tę serię. Póki co, dajcie znać czy coś z powyższych filmów widzieliście i jaka jest o nich wasza opinia. Do zobaczenia!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s