Pomagaj i chwal się tym publicznie

Szkoły i banki. Miejsca, które prawie w ogóle nie potrzebują reklamy, produkują tej reklamy najwięcej. Uznano, że pozostanie w latach 90. będzie dobrym pomysłem dla rozwinięcia marketingu wspomnianych instytucji, zatem zamiast dostać prawilnie maila do spamu, dostajesz kupę ulotek, która, po przejściu całej głównej ulicy w mieście, umożliwia ci zamianę ról – z biorcy, możesz stać się dawcą i sam zacząć uszczęśliwiać ludzi kolorowymi karteczkami, które nikogo nie interesują. Możesz wyrzucić, co też zapewne robisz. Możesz poczytać, ale to chyba tylko, gdy jesteś wyjątkowo znudzony bądź z naprzeciwka nadciąga twój crush i chcesz odciągnąć uwagę, uznając, że czytanie reklamy chwilówki bez BIK będzie lepsze niż ryzyko potknięcia się o własne nogi w przypływie crush-emocji.

Wysiadam z dworca. Na jednym ramieniu torebka. No, nazwijmy to torebką, bo ciężka franca jak walizka. Na drugim płócienna torba z książkami. Już widzę z daleka cały rząd głów i co jakiś czas wychylających się nieco niżej dłoni. Ulotki, o tak, właśnie tego teraz potrzebuję. W jednej ręce trzymam telefon, w drugiej kawę. Idę, idę. Widzę jak starsza pani powoli podchodzi w moim kierunku. Wręcza mi ulotkę tak nieśmiało, że aż robi mi się głupio. Wyraża wdzięczność trochę zbyt patetycznie jak na „przysługę”, którą jej wyświadczyłam. Myślę: Kurczę. Kupię jej coś dobrego. Wrócę do niej, by sobie coś zjadła, napiła się czegoś, postawię te moje klamoty i porozdaję jej trochę tych ulotek. Nie wiedziałam czy jest głodna, ale jakoś chciałam poświęcić jej czas. Oczywiście nie poświęciłam, bo go nie miałam. Nie miałam rąk, nie miałam czasu.

I nie mówcie, że Hooola, panienko, jakbyś chciała, to byś znalazła. I ręce i czas.
No nie. Nie znalazłabym. Bardzo bym chciała przystawać przy każdym potrzebującym i dawać im mój czas. Nie zawsze go mam i myślę, że to jest powód tego, że tak rzadko pomagamy. Kiedy muszę szybko dotrzeć z punktu A do punktu B (czyli codziennie, bo mój grafik w roku akademickim jest bardzo napięty) mimo szczerych chęci, nie jestem w stanie pomóc komuś, kto widzę, że tej pomocy potrzebuje. To często nie chodzi o to, że jesteśmy bezduszni, obojętni czy ślepi. Widzimy, przejmujemy się i troszczymy. Może uwiera nas, że nie ryzykowaliśmy spóźnienia się gdzieś, po to, by zaoferować komuś swój czas czy pieniądze. I mogłabym tu napisać Przestańmy tak gonić, zwolnijmy i zacznijmy szukać okazji do pomagania. No tak, tak, slow life, chill i samoświadomość. Można tak, a można też bardziej realistycznie i przyziemnie. Nie trzeba czekać na jakieś konkretne i duże możliwości, by potem móc się pochwalić na fejsie, że tak oto rozdaliśmy 20 par butów potrzebującym. To jest super i nawet nie wchodzę w ton szukania tu problemu na siłę. Ale idźmy nieco dalej. Zacznijmy sprawdzać się w tych małych sytuacjach. Jak w kolejce przed nami komuś zabraknie pieniędzy i nie będzie to kwota nas przerastająca, dlaczego nie pomóc? Ustąpienie miejsca, przepuszczenie kogoś w kolejce, przeproszenie kogoś, jeśli w emocjach go o coś oskarżyliśmy (jeśli oczywiście w porę ochłoniemy), uśmiech bez większego powodu. To są takie małe rzeczy, dużo mniejsze od podzielenia się pięcioma kopertami po 500 zł. Nie wrzucimy na Facebooka posta, że dorzuciliśmy się trzy złote do czyjegoś rachunku, ale mam wrażenie, że takie małe składowe są w ostateczności dużo większe od ogromnych podarunków, które niestety często są jedynie na pokaz w celu ocieplenia wizerunku. Nie neguję idei dzielenia się dowodami pomocy, co więcej, jestem absolutnie za, bo dobro w jakiś sposób generuje dobro, tak jest i w sieci i w rzeczywistości. Jak stoicie w kolejce i znajdzie się jakaś nerwowa osoba, większość pójdzie w jej ślady, jeśli jednak w tej samej kolejce będzie osoba wyjątkowo uprzejma i troskliwa, co w jakiś sposób okaże publicznie, reszta od razu wejdzie w jej stan zbiorowej sjesty i sielskości. Jest to w pewien sposób naśladownictwo uwarunkowane psychologicznie. Tacy już jesteśmy. Mimikra, społeczny dowód słuszności, konformizm, różnie to nazywamy, bo też są między każdym tym rodzajem wpływu różnice. Warto jednak pamiętać prostą rzecz. Pomagając, pomagamy trzem stronom – tej osobie, świadkom tego zdarzenia i sobie. Świat staje się po prostu na chwilę lepszym miejscem. Nie wiem, może to są dla was oczywistości czy truizmy. Wątpię jednak, by dla wszystkich tak było. Gdy tylko dzieje się komuś coś dobrego dzięki drugiemu człowiekowi, zwykliśmy mawiać O, no przywrócił mi wiarę w ludzi.

Mówmy miłe rzeczy, uśmiechajmy się, decydujmy się na małe gifty. Proste czyny, proste słowa, teoretycznie dużo mniej warte niż para Yeezy dla bezdomnego. Rozsądźcie sami, dla mnie wcale nie mniej warte. A jak już zrobimy coś fajnego, podzielmy się tym z innymi. Mnie to zawsze zachęca i motywuje do podobnych działań. Wrzucamy tyle pierdół do internetu, to dlaczego takiego przyjemniaczka by nie wrzucić?

Jeśli macie jakieś takie przyjemniaczki z ostatniego czasu, dajcie znać w komentarzach! A może byliście świadkami jakiejś fajnej sytuacji? Ja dziś na Facebooku widziałam post o tym jak jakiś mężczyzna zostawił kartkę na szybie, że w silniku auta jest mały kotek i, że próbował go wyciągnąć, ale się nie udało i prosi o pomoc. Zauważył to jakiś inny mężczyzna i mimo, że auto nie było jego, kotka uratował. Przemiłe. Kilka dni temu jedna pani w piekarni opłaciła zakupy pana, który nie miał przy sobie gotówki, a płatności kartą były chwilowo niemożliwe. Piękne, małe gesty.
O to chodzi. Taki świat budujmy.

Jedna myśl w temacie “Pomagaj i chwal się tym publicznie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s