O (nie)normalności w XXI wieku

1989 rok. Wspominamy Okrągły Stół, jeśli jesteśmy 40+, wspominamy nowy singiel Madonny i śpiewanie „Like a prayer” do grzebienia, jeśli jesteśmy 30+, wspominamy nic, jeśli jesteśmy 20+, bo w najlepszym wypadku byliśmy wtedy w planach.
1989 rok. Koniec PRL’u, wycofanie kartek na wachę, wprowadzenie Telegazety. Nowy start. Nowa sytuacja gospodarcza, polityczna, ale i społeczna. Zastąpienie starych problemów nowymi. Lekkie zacofanie, ale uzasadnione, bo jak nagle miało być easy peasy lemon squezzy po zaborach, okupacji niemieckiej i komunizmie?
Nie wiem co było normalnością w latach 80/90. Jestem rocznik 94′, pamiętam tylko słuchanie Britney Spears na discmanie bez poczucia siary oraz powszechne przyzwolenie na noszenie bolerek, karbowanych włosów i spódnic wyglądających jak dywan od prapraprababci z XVIII wieku. Wiem też, co nie było normalnością. Normalnością nie było promowanie homoseksualizmu, feminizmu, skrajnego liberalizmu, tolerancji na wszystkie ludzkie wymysły. Nie było normalnością wtedy i nigdy wcześniej też nie. Za jawne przyznawanie się do homoseksualizmu pięć wieków temu palono na stosie, dwa wieku temu pakowano do więzienia, a w XX wieku, kiedy jeszcze istniały tematy tabu, homoseksualizm należał do jednego z nich. Podobno już od 1996 roku organizowane są wydarzenia kulturalne LGBT, jednak kto mówił wtedy o tym tak głośno jak mówi się o tym dziś?

Żyjemy w czasach, gdy to, co kiedyś było uznawane za normalne, dziś staje się osobliwe. I odwrotnie. Nikogo nie dziwią już parady równości, nikogo nie dziwią homoseksualne pary walczące o swoje prawa, nikogo nie dziwią krzyczące feministki domagające się żeńskich nazw zawodów, nikogo nie dziwią transwestyci. Operacje plastyczne czy mniej inwazyjne poprawki swojej urody też przeszły już do porządku dziennego i nie dotyczą tylko elity, ale i młodszych o pięć lat ode mnie dziewczyn z mojego 181-tysięcznego miasta. Nie dziwi nas wprowadzenie trzeciej płci, nie dziwi nas gadający robot, wyglądający jak człowiek, nie dziwi nas kolejna depresja wśród znajomych czy samobójstwo celebryty.
Nasze poglądy w istocie nie do końca są nasze. Nie od wczoraj mówi się o sterowaniu naszym patrzeniem na rzeczywistość. Wszelkie postępy ostatnich 30-tu lat na wszystkich płaszczyznach regulują nasze postrzeganie, a media, będące dla nas, przyznajmy, wciąż nowością, którą w dodatku przestajemy kontrolować, kształtują nasze podejście do tematów, które już nawet nie są kontrowersyjne. Mówi się, że tolerancja i wolność, to domeny państw rozwiniętych i ludzi wykształconych. Nie bez powodu krajami, które wciąż zabraniają homoseksualizmu, są kraje biedne. A warto wspomnieć, że są na świecie miejsca, gdzie za homoseksualizm grozi nawet kara śmierci, i są to np. Pakistan, Arabia Saudyjska i Jemen w Azji oraz Sudan czy Somalia w Afryce. Wszystkie te społeczne tematy są trudne i wywołane w debacie publicznej rodzą wiele emocji, bo tak naprawdę, kto wyznacza dzisiejsze normy? Możemy wyznaczać prawo, możemy wygłaszać jakieś społeczne zasady, ale na ile ta ustalona moralność jest osadzoną konkretnie wartością, a na ile można przesuwać jej widełki, relatywnie do jednostki i jej osobistych upodobań? I najważniejsze, czy dzisiaj moralność ma w ogóle jakieś znaczenie, skoro nie potrafimy jej zdefiniować bardziej szczegółowo niż jako zasady określające co jest dobre i co jest złe?Bo co dzisiaj jest złe, a co jest dobre, według tego świata?

Gdy ktoś mi mówi, że wystarcza mu bycie „dobrym człowiekiem”, szczerze zastanawiam się co ma na myśli? Przypomina mi się od razu starożytna filozofia stoicka, wedle której wszystkie nasze czyny są z góry zapisane, i jeśli odpowiednio wyjaśnisz zbrodnię człowieka, nie poniesiesz za nią konsekwencji. Po prostu „tak miało być”. Fatalistyczne podejście do życia dziś zostało raczej wyparte przez głoszenie nieograniczonej siły sprawczej człowieka, zatem raczej nie grozi nam ponowna moda na #mogębolostakchciał. Niech nas jednak przykład stoików nauczy, że moralność i bycie „dobrym” zawsze było sporne i trudne do sprecyzowania bez nałożenia na siebie konkretnych idei, wartości czy wierzeń. Wypunktowanie komuś zasad jak ma żyć, by było „dobrze” według czyjegoś widzimisię jest uznawane dziś za coachingowe brednie lub szarlataństwo, czasem zresztą całkiem słusznie.

Po ludzku, wiem, że ludziom może być wszystko jedno. W tych czasach ludzie przyzwalają na trzy płcie, za 30 lat może być ich nawet 15. Mężczyzna według dzisiejszego rozumowania może być w związku nawet i ze zwierzęciem, przy dzisiejszym zepsuciu już naprawdę nie zrobi to na nikim większego wrażenia. Niech kobiety usuwają ciążę, kiedy chcą, a feministki niech dopną swego w walce z mężczyznami, przestając kategoryzować ich jako płeć i sprowadzając ich do jednej z kategorii małpokształtnych – taka jest ludzka logika, bez Boga i trochę, bez wyobraźni i.. człowieczeństwa.

Ale to po ludzku. A moje standardy nie są typowo ludzkie, bo patrzę przez pryzmat Słowa Bożego. Słowa Bożego, które jest przeciwne gejom, lesbijkom [Kapłańska 18:22 „Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” lub 1 Koryntian 6:9 „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą„] czy transseksualistom. Słowa Bożego, które wyraźnie głosi przewagę mężczyzny nad kobietą, w kwestii jego odpowiedzialności za byt rodziny. Słowa Bożego, które, na pewno nie wprost, ale między słowami, nie pochwala inwazyjnej ingerencji w swój wygląd, poczynając od operacji plastycznych, po kastrowanie się w celu pozostania kobietą.

To jest trudny temat i z nikim nie będę się kłócić, bo tu nie chodzi o rację. Tu chodzi o Boże standardy. Jeśli wierzysz w Boga i Biblia ma dla Ciebie znaczenie, wszystkie sporne tematy przestaną być sporne. Jeśli nie wierzysz w Boga, a Biblia to dla Ciebie zmyślona historia, absolutnie nie ma sensu wysnuwać jakichkolwiek argumentów dla podważenia dzisiejszej mody na tolerancję wszystkiego. Gdybym nie uznawała Pana Jezusa, uwierzcie, miałabym gdzieś kto kogo kocha, z kim kto chce być, kim kto chce być i kto wie, może sama bym stała na strajkach niosąc plakat głoszący wielką decyzyjność mojej macicy. A tak, nie krzyczę o moje prawa do aborcji, bo jej nie uznaję. Jest to ingerencja w życie ludzkie, w które absolutnie ingerować nie mogę. Bogiem nie jestem, ludzi do życia nie wskrzeszam, to też nie mogę im tego życia odbierać. Tego się nie da wytłumaczyć racjonalnie, wszelkie spekulacje na temat rozpoczęcia życia płodu są tu bez znaczenia, powodem jest Bóg i tylko Bóg i jeśli nie ma on dla Ciebie żadnego znaczenia, możesz mnie oskarżyć o brak serca lub brak wyobraźni, możesz jeszcze dodać coś w stylu: „No, to obyś nie była zgwałcona, ciekawe co byś wtedy zrobiła” albo „Łatwo mówić, jak sama nie jesteś w takiej sytuacji”. Tylko, że tu naprawdę nie chodzi o wielkie deklaracje czy ponadnaturalne wczucie się w czyjeś ciało. Tu chodzi o, średnio możliwe do opisania, zaufanie Bogu. Tylko tyle i aż tyle. Albo to czujesz/chcesz czuć albo nie. I potem zbierasz tego owoce.

I dla kogoś może tematy feminizmu, LGBT, czy aborcji są tematami skrajnymi, bo nie dotyczą akurat was, ale jest sporo innych tematów, równie ważnych i równie mocno wynikających z postępu cywilizacyjnego, który jak dla mnie, nie powinien już być raczej nazywany postępem. Kryzys męskości, kryzys kobiecości, zatracenie wartości, osłabienie rodziny patriarchalnej, nerwice, depresje, nowe choroby, alergie.. Można wymieniać i wymieniać. A jeśli nawet nic z przytoczonych przykładów nie dotyczy nas, na pewno znajdzie się osoba z otoczenia, która boryka się ze skutkami tego, że ktoś kiedyś chciał, by żyło się „lepiej”, bez refleksji nad konsekwencjami.

Nie wyobrażam sobie życia bez Boga. Aktualnie jestem singielką, ale gdy myślę o małżeństwie i założeniu rodziny, absolutnie nie wyobrażam sobie partnerstwa, nie wyobrażam sobie odwlekania ślubu, odwlekania dzieci, nie wyobrażam sobie stworzenia relacji z mężczyzną bez Boga. Nie wyobrażam sobie przyjaźni bez Boga, nie wyobrażam sobie mojego dalszego życia z nerwicą, z którą miałam wątpliwą przyjemność walczyć przez jakiś czas, bez Boga, który zabrał mi wszystkie stany lękowe wraz z momentem, w którym postanowiłam regularnie czytać Słowo Boże.

Nie myślę nawet nad takimi kwestiami jak prawa kogokolwiek do czegokolwiek, bo interesuje mnie tylko Prawo Boga, które polega na obietnicy życia wiecznego po ówczesnym oddaniu życia Jezusowi. Jestem wdzięczna, że nie muszę być zniewolona w dzisiejszych ludzkich wyborach, które są dyktowane najczęściej modą lub nie do końca świadomie narzuconym przez media zdaniem. Piszę ten post w trosce, miłości i szacunku do każdego człowieka, nie narzucając nikomu mojego zdania i nie szydząc z ludzi, którzy nie zgadzają się ze mną. Przypominam, patrzę na życie przez pryzmat Bożych standardów, Bożej „moralności”, Bożych zasad. Bóg stworzył świat tak jak chciał go widzieć, czego ludzie nie poszanowali, uznając, że mogą przejąć pałeczkę i wprowadzić swoje nowe reguły gry. Dla niewierzącego, ani ten post, ani inne głosy ludzi o podobnym zdaniu, będą bezsensowne, co rozumiem, bo gdybym nie wierzyła w Boga, prawdopodobnie również nie widziałabym sensu w zakazywaniu ludziom tego co chcą robić, byle, jak to się mówi „nie krzywdzą przez to innych”.

Tam gdzie kończy się normalność, zaczyna się normalność, której nie chcesz zrozumieć. Ja jej nie rozumiem i fakt, nie chcę zrozumieć, bo nie muszę. Dla mnie sprawy tego świata są przykre, ale nie są też zasadnicze. Moje oczy są zwrócone na Boga i na Boże Słowo, będące swoistym filtrem rzeczywistości, w której, przyznajcie, można się pogubić.

Niejaki John Elfreth Watkins w 1900 roku napisał artykuł, w którym to postanowił dokonać próby przewidzenia zdarzeń najbliższych 100 lat. Przepowiedział telefony komórkowe, telewizję, szybkie pociągi, większe owoce i kilka innych, dla nas już normalnych rzeczy. Co się stanie w przeciągu kolejnych 100 lat?

+ Jeśli ktoś potrzebuje konkretnych dowodów biblijnych na potwierdzenie mojego posta, możecie pisać, chociaż akurat wyszukanie konkretnych wersetów to kwestia kilkusekundowego researchu w internecie.
+ Jeśli ktoś chce porozmawiać (ale nie kłócić się), również piszcie.

Następny post prawdopodobnie będzie recenzją książki, ale chciałabym też napisać post o oszustwach pseudo-chrześcijańskich organizacji oraz, o powszechnej, niestety błędnej, wizji postrzegania Boga i wiary jako takiej, w dzisiejszym świecie.
Dzięki za czytanie, do kolejnego.

 

2 myśli w temacie “O (nie)normalności w XXI wieku

  1. Ruda Wstążka pisze:

    A jak podchodzisz do tych mniej aktualnych fragmentów Biblii? Ignorujesz, traktujesz jako metaforę, bierzesz do serca?

    Trochę za mocno wykrzywiasz obraz współczesności. Albo przegapiłam moment, w którym zoofilia zaczęła być społecznie akceptowana, a feministki zaczęły dążyć do zakwalifikowania mężczyzn jako podgatunku.

    Polubienie

    1. kacha sroka pisze:

      Zacznę od końca. Nie wykrzywiam obrazu współczesności, pisałam to w kontekście możliwych przyszłych wydarzeń. Myślałam, że poprzednie zdanie o 15-stu płciach samo to sugeruje – że gdybam, co może stać się w przyszłości.
      Nie rozumiem natomiast pytania, co to znaczy „mniej aktualne fragmenty Biblii”? Stary Testament? Sprecyzuj proszę.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s