Opowiem Wam o sensie mojego życia

Wracam do domu. Zjadam kanapkę, popijam herbatą, myję się, przebieram w piżamę. Biorę ciężką pufę, stawiam przed drzwiami do pokoju, bo nad framugą wisi krzyż. Klękam, składam ręce do modlitwy i wygłaszam po kolei wszystkie znane mi regułki. Żegnam się i idę spać. Następnego dnia jest Dzień Zmarłych. Idę na cmentarz. A właściwie to jadę rowerem. Ładny dzień, dosyć ciepły jak na listopad. Idziemy na grób mamy męża mojej siostry. Obok cmentarza jest pole. Decyduję się na chwilę odjechać od reszty rodziny. Wyjeżdżam sama na środek pustej przestrzeni, staję w pełnym słońcu i pytam Boga:

Panie Boże. Dlaczego odebrałeś mi mojego tatę?

Nie pamiętam ile miałam lat, może 7, może 8. Pamiętam jednak dokładnie to, co wtedy czułam. I wierzcie lub nie, ale pierwszy raz siedzę zaryczana na wspomnienie tej chwili, mimo, że przenikała przez moje wspomnienia już wiele razy. Nie chodzi w tym wszystkim o tatę. Odszedł, gdy byłam niemowlakiem. Wiele dzieci i nastolatków straciło rodzica. Wzruszam się jednak na myśl, że będąc małą dziewczynką byłam taka świadoma. Angażując się we wszystkie możliwe inicjatywy kościelne z własnych chęci, nie z przymusu, wykazywałam przemożną chęć poznania w życiu czegoś więcej. Do dziś mnie to zadziwia, a moment na polu, gdy stałam przy rowerze i głośno prowadziłam z Bogiem rozmowę, jest dla mnie na to najlepszym dowodem.

Dziś, mając 24 lata nie zadaję już Bogu pytań o tatę.
Nie klękam już na pufie.
Nie mam w domu krzyża.
Nie stresuję się na wejście do konfesjonału.
Nie ziewam na mszach.
Nie patrzę na wiszącego na krzyżu Chrystusa.
Nie wygłaszam żadnych regułek.
Nie modlę się o zmarłych.

Nie pytam o tatę, tak samo jak nie pytam o wojny na świecie, głód w Afryce ani ubóstwo milionów ludzi na świecie.
Nie stresuję się na wejście do konfesjonału, bo do niego nie wchodzę. Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który dał samego siebie na odpowiedni okup za wszystkich. Konfesjonał mogę mieć wszędzie, a owy pośrednik jest zawsze przy mnie.
Nie ziewam na mszach, bo kilkanaście lat temu zaprzestałam uczęszczać na te, na które, by na nie trafić, musiałam przejść przez korytarz w którym stał krzyż z wiszącym na nim Chrystusem. Jezus zmartwychwstał i żyje, a więc krzyż jest pusty, będąc symbolem zwycięstwa i życia.
Nie wygłaszam regułek, bo składam słowa do Boga świadomie i umiem zrobić to samodzielnie. Moja modlitwa o zmarłych nic nie da, bo nie wymodlę im Nieba, jeśli już są w piekle.

Co zatem robię?

Raduję się tym, że Bóg stworzył świat.
Raduję się tym, że Bóg ma zawsze idealny plan i swój idealny czas.
Raduję się tym, że nie jestem w stanie poznać Boga całym moim umysłem, bo to oznacza, że jest Wielki i Wszechmocny.
Raduję się tym, że posłał Jezusa, Syna Bożego, który poszedł na krzyż, po to, by umrzeć za nasze grzechy.
Raduję się tym, że znam Jezusa od wielu lat i mimo upadków, gdy wracam, On zawsze czeka na mnie w tym samym miejscu, w którym go opuściłam.
Raduję się tym, że nie mam już żadnych problemów nerwicowych.
Raduję się tym, że mogę codziennie poświęcać czas na czytanie Biblii, jest ona absolutnie najlepszym co w życiu dane mi było przeczytać i nic, co trafi w moje ręce w przyszłości nie będzie lepsze od Bożego Słowa.
Raduję się tym, że Bóg wypełnia swoje obietnice i proroctwa z Biblii dzieją się na naszych oczach.
Raduję się tym, że nie muszę się już bać o swoje zdrowie i nie muszę bać się śmierci, bo wiem, że jestem zbawiona i mam zapewnione miejsce w Niebie.

Nie wstydzę się mówić o Bogu. Nie chowam mojej wiary w Niego dla siebie. Chcę dzielić się Dobrą Nowiną o Jezusie z innymi. Nikt mi tego nie każe, ja sama chcę i czuję obowiązek wewnętrzny, by mówić innym ludziom o prawdziwym Bogu. Ludzie mają wpojony bardzo fałszywy obraz Boga i niezgodny z prawdą obraz chrześcijaństwa. Biblia jest moim autorytetem. Nie kościół, nie ksiądz, nie pastor, nie ideologie, nie doktryny, dogmaty, denominacje, zakazy, nakazy, RELIGIE. Bóg nie jest nudny, Bóg nie jest nieciekawy, Bóg nie oznacza ograniczeń. Bóg to wolność. Wszystkie wybory z Nim stają się łatwiejsze. Historia i przyszłość świata zawarte w Biblii są czymś, co chcę poznawać codziennie. Na nic innego nie jestem w stanie poświęcić tylu godzin, co na poznawanie natury Boga i Jego obietnicy względem nas.

Jest piątek wieczór. Mogłabym teraz pić wódkę, palić papierosy i całować się z przypadkowym chłopakiem w zatłoczonym pubie w kącie śmierdzącej sali. Mogłabym zamawiać kolejnego shota, klnąc, że poprzedni się wylał, bo jakiś idiota mnie szturchnął. Mogłabym też siąść wieczorem w domu i spędzić bezwiednie czas na oglądaniu filmów sci-fi, a rano wstać, przeżyć dzień i wieczór spędzić tak samo jak poprzedni i dwadzieścia kolejnych, nie myśląc specjalnie o sensie życia. Mogłabym żyć tak, jak żyje przynajmniej 80% moich równieśników. Ale wolę sobie załączyć spokojną muzykę, zaparzyć herbatę i włączyć dwugodzinne nauczanie biblijne. Nie mówię, że jestem przez to lepsza, mądrzejsza czy dojrzalsza. Uwierzcie, kilka lat temu robiłam naprawdę głupie rzeczy, za które mogę tylko Boga przeprosić, co oczywiście dawno zrobiłam i uważam, że nie ma sensu wracać do przeszłości.

Mogłabym teraz żyć inaczej i mówić co innego, a jednak świadomie i samodzielnie wybieram Boga. Nie mam za wielu znajomych, bo mało kto chce rozmawiać o Jezusie. Większość zamyka się na takie tematy, a ja niejednokrotnie czułam się samotna przez mój brak przyjaciół. Teraz nie mówię, że nie potrzebuję ludzi, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że w końcu jestem gotowa na ich poznawanie. Jednak Bóg obdarza mnie tak niesamowitą łaską, troską i miłością, że naprawdę, mogłabym być sama jak palec na świecie, a i tak czułabym się kochana bardziej niż jakbym miała tysiąc ludzi za sobą. Na pewno jeszcze nie raz popełnię grzech i nie raz zabłądzę, ale wiem, że nigdy nie będzie to trwało długo. Mam 24 lata i nie chcę już nigdy szukać niczego innego niż Bóg, bo tylko On daje mi to, czego szukałam i czego szuka większość z nas.
Szczęścia, spokoju, bezpieczeństwa i miłości. Możemy sobie mówić, że spokój daje nam zimne piwko, a miłość nie istnieje, ale w głębi duszy, przyznaj się racjonalnie przed samym sobą, tak bez szydery i emocji – serio tak uważasz?

Nie jestem nawet w stanie opisać tego co naturalnie jest mi wlewane do serca przez Boga. Wiem, że mam jeszcze w sobie za mało miłości, bo często się buntuję i irytuję na wiele rzeczy. Mam sporo wad, wiele cech, które muszę wyeliminować. Jednak powodem, dla którego chcę to zrobić jest Jezus Chrystus, a nie świat, który dyktuje mi jak mam żyć. Co mi po tym świecie i jego akceptacji, skoro spędzam tu tylko chwilę? Wieczność z Bogiem jest dużo lepszą perspektywą w codziennym decydowaniu.

Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.


Lekcja religii. Katechetka wchodzi do klasy. Uciszamy się i składamy rączki do modlitwy. Jeden drapie się po tyłku, drugi kątem oka zerka co ma w pudełku śniadaniowym, a trzeci gapi się przez okno na bawiących się kolegów z równoległej klasy. Żegnamy się i siadamy. To znaczy, ja nie siadam. Podchodzę do katechetki i mówię, że ja już nie będę uczęszczać na lekcje religii.

Chcę być dziś też stanowcza, konkretna i odważna dla Boga. Tak samo jak wtedy, gdy podeszłam jako 9-latka do katechetki i powiedziałam jej, że nie będę już chodzić na religię. Że nie będę wygłaszać regułek, modlić się o zmarłych i uczyć się o Bogu, który jest wymysłem ludzi. I chociaż zajęło mi to wiele lat, dopiero dziś poznaję Boga, który nie jest wymysłem ludzi, bo sięgam po Biblię regularnie i chętnie. I chcę, i pragnę, i modlę się o to, byście mieli chęć zrobienia tego samego, czyli chęć poznania Boga. Prawdziwego Boga, nie siwego starca z obrazka. Nie przybitego do Krzyża. Tylko Króla Królów, Pana Panów.

Możecie mnie usunąć z Instagrama, możecie cofnąć lajka na fanpejdżu i możecie totalnie nie być zainteresowani tym o czym tu piszę. Ale możecie też spróbować zrobić coś odwrotnego. Co możecie stracić? Takie pytanie zadała mi mama, gdy 15 lat temu ktoś pokazał nam prawdziwego Boga. I tak, straciłam wiele. Straciłam wiele czasu, nie wierząc w to, co zadeklarowałam mając dziewięć lat. Straciłam wiele czasu, żyjąc w przeświadczeniu, że mogę zbudować sobie całkiem stabilne życie w oparciu o swoje własne siły i chęci. Straciłam wiele, ale tylko z mojej winy. Już nie chcę tracić naprawdę ani jednego dnia.

Gdyby ktoś z was chciał pogadać, piszcie. Ja naprawdę mogę długo rozmawiać o Bogu i chętnie nawet spotkam się na żywo, jeśli będziecie mieli ochotę.

Blog nie zmienia swojej tematyki diametralnie od tego momentu, jednak możecie oczekiwać podobnych postów. To się chyba nazywa ROZWÓJ.
Mój własny, dzięki Jezusowi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s