Martwię się o swoje zdrowie, bo jestem zadufanym egocentrykiem i narcyzem

Uprzedzam, nie chcę komentarzy A ta to zaś będzie smuty klepać. Była ankietka na Instagramie? Była. Wybrali jak chcieli? Wybrali. To teraz niech pokornie siedzą i czytają co wyłożyłam.

Zapraszam was dziś do niezwykłego uniwersum. Mieszkańcy tego świata są specjalnie zaprogramowani na wychwytywanie każdego najmniejszego objawu w ich ciele, w celu podbijania statystyk stron internetowych traktujących o zdrowiu (a raczej o chorobie i w konsekwencji, o nieuchronnie zbliżającej się śmierci). Niestety nie jest to opłacana współpraca, nie jest to nawet barter. Taka tu jest polityka.
W tej wyjątkowej rzeczywistości, każde zakłucie w klatce piersiowej zapowiada zawał serca, każdy ból głowy oznacza zaawansowany guz mózgu, a każde dmuchanie nosa sprawia, że pęka czaszka. Musisz naprawdę uważać. Na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo. Jak nie borelioza, to rak, a jak nie rak, to nie martw się, jest jeszcze pierdyliard innych opcji do wyboru. Apteki są miejscami spotkań znajomych, którzy umawiają się tu na shopping i pogaduchy. Bardzo często zdarza się spotkanie starych kolegów, którzy wymieniają njusy dotyczące ich aktualnych chorób.
I jak tam, co dziś? U mnie rak jelita grubego, ale jedenaście dni temu miałem raka najmniejszego palca lewej stopy.
– O stary, super, ja już dawno raka palca przeszedłem, a nawet raka z przerzutami do reszty palców i pięt. Teraz mam akurat cukrzycę, ale martwi mnie ból w lewym uchu, więc pewnie czeka mnie głuchota.
Strony internetowe zatrudniają najlepszych specjalistów z dziedziny medycyny, by uświadomić każdego chorego o jego przypadłości. Masz tylko kaszel? Człowieeeku, w tym świecie to nie jest jakiś tam kaszel. Masz raka płuc, to oczywiste.

Wikipedia jest w temacie hipochondrii bezwzględna i jednoznaczna. Jesteśmy wszyscy zadufanymi egocentrykami i narcyzami, dlatego męczymy się z wydumanymi chorobami. Oburzeni? Ja uważam, że jest w tym trochę racji. No przepraszam, ale tak właśnie sądzę. Funkcjonuje termin „zdrowy egoizm” i przyznajmy mu rację bytu, choćby z tego powodu, iż bardzo prawdopodobne jest to, że go, moi wrażliwcy, nie wykazujecie. To znaczy, wróć, nie WYKAZUJEMY. Jestem z wami. Może nie codziennie, może nie zawsze, jednak wycieczki do opisanego wyżej uniwersum robię sobie mniej więcej przez minimum 1/3 miesiąca. Razem z Johnem Naishem w parę słowach powiemy co wiemy. Dawaj John, zaczynaj.

PLACEBO, HOMEOPATIA I NOCEBO

W medycynie/psychologii funkcjonuje termin placebo i wszyscy wiemy na czym ono polega. Jestem ciekawa czy wiedzieliście, że istnieje jego odwrotność. Jest to efekt nocebo, czyli analogicznie do brata placebo, jeśli wierzysz, że coś ci szkodzi albo boisz się jakiejś choroby, prawdopodobnie będziesz odczuwał jej objawy. Z placebo często kojarzona jest dziedzina homeopatii. W aptece można kupić leki homeopatyczne, które nie zawierają praktycznie żadnej substancji aktywnej. Badania pokazują, że mimo wszystko homeopatia jest skuteczna w aż 40% przypadków. Jeśli jesteście zainteresowani tematem homeopatii, zapraszam na kanał Kasi Gandor, która wytłumaczy wam, w jaki sposób takie leki się tworzy. Jest to temat o tyle kontrowersyjny, że leki homeopatyczne podane noworodkom czy małym dzieciom, działają, a przecież ciężko mówić w takim przypadku o efekcie sugestii. Zainteresowanych opozycyjną do Kasi Gandor argumentacją, zapraszam do tego artykułu.

Nocebo działa na zasadzie samospełniającej się, złej rzecz jasna, przepowiedni. Josh Naish w swojej książce „Podręcznik hipochondryka” pisze, że kobieta, która jest przekonana o skłonności do chorób serca, jest czterokrotnie bardziej narażona na zgon niż kobieta, u której faktycznie występuje ryzyko zachorowania, lecz, nie wierzy ona w te wrodzone skłonności. Taka sama sytuacja występuje w terapii. Nie przynoszą one żadnych pozytywnych skutków, jeśli osoba z niej korzystająca jest do niej negatywnie nastawiona.

PRZYKŁAD EFEKTU NOCEBO Z MOJEGO ŻYCIA

Pozwolę sobie teraz przytoczyć przykład z życia wzięty. Pod koniec czerwca, ubiegłego roku, zapadło mi się płuco. Stało się to nagle. Przeleżałam w szpitalu prawie tydzień, doprowadzając do rozprężenia płuca. Niestety, mimo, że moje płuco miało się dobrze, nie można było tego powiedzieć o mojej psychice, która z dnia na dzień wykazywała coraz to gorszy stan. Jakieś trzy tygodnie po odmie, zaczęłam odczuwać ból pod prawą pachą, bardzo przypominający ten, który odczuwałam w dniu zapadnięcia płuca. Kolejnego dnia, z racji, że ból nie ustawał, odwiedziłam gabinet lekarski. Doktor mnie osłuchał i powiedział, że oba płuca słyszy, a jeśli coś tam mnie boli, to mam wziąć sobie coś przeciwbólowego. Dodał, że jeśli pojawią się duszności, to wtedy można zacząć się martwić i warto pogłębić diagnostykę o zdjęcie rentgenowskie. Co się stało dwa dni później? Bingo, duszności. Wtedy już byłam przekonana, że odma wróciła. Poleciałam do szpitala, powiedziałam, że mam takie samy objawy, jakie miałam przed odmą. Zostało mi zlecone zdjęcie rtg. Na wynik czekałam jakieś 20 minut, chodząc po poczekalni jak durna, z dudniącym sercem, pocącymi się rękoma, drgawkami i absolutnie stuprocentową pewnością, że zaraz będę musiała dzwonić do mamy, by przyniosła mi do szpitala moje rzeczy, bo zostaję na zabieg drenowania. Lekarz wyszedł w końcu z gabinetu i powiedział, że wszystko jest w porządku, płuca są czyste i żadnej odmy nie ma. Pamiętam, że byłam wściekła. Na siebie. Pomyślałam, że w takim razie jestem chora psychiczna, skoro czuję coś, czego w rzeczywistości nie ma.

Od tamtej pory dobrze wiem jaką mózg ma moc. Doświadczyłam tego potem jeszcze kilka razy, może już nie z przypadkiem odmy, ale innych chorób i dolegliwości. Prawda jest taka, że czegokolwiek sobie nie wymyślimy i nie zaczniemy w to mocno wierzyć, może się nam stać. Potęga umysłu jest ogromna i chociaż nie do końca zgadzam się z Josephem Murphy, autorem książki „Potęga podświadomości”, który głosi możliwości nieograniczonej siły sprawczej naszego umysłu i świadomości, tak w tym przypadku uważam, że ta teoria idealnie pokrywa się z efektami placebo i nocebo, co może potwierdzić pewnie każdy z nas.

OBJAWY HIPOCHONDRII

Trzeba nadmienić, że poniższym objawom może towarzysz napad lęku, ale nie musi. Przez wiele lat przed wspomnianą odmą martwiłam się o zdrowie i odczuwałam różnego rodzaju dolegliwości, ale nie wiedziałam co to prawdziwy i silny lęk o zdrowie. Przykładowymi objawami są:

  • trudności w przełykaniu
  • utrata słuchu
  • mroczki przed oczami
  • słyszenie własnego tętna w nocy
  • kaszel lub odchrząkiwanie
  • niestrawność
  • bóle i zaburzenia pracy jelit
  • palpitacje i zaburzenia rytmu serca
  • bóle z boku klatki piersiowej
  • szalejące tętno
  • niemożność głębokiego oddychania
  • mimowolne westchnienia
  • uczucie podwyższonego ciśnienia
  • zawroty głowy

WHITELEY TEST

Jest to test na hipochondrię. Jeśli macie wątpliwości co do tego czy cierpicie na tą nieprzyjemną przypadłość, rozwiążcie go:

  1. Czy bardzo przejmujesz się swoim zdrowiem?
  2. Czy uważasz, że coś jest nie tak z twoim organizmem?
  3. Czy trudno ci zapomnieć o sobie i myśleć o czymś innym?
  4. Czy denerwujesz się, jeśli źle się czujesz, a ktoś ci mówi, że wyglądasz lepiej?
  5. Czy łapiesz się na tym, że jesteś świadomy tego, co dzieje się w twoim organizmie?
  6. Czy dręczy cię wiele rodzajów bólu?
  7. Czy boisz się chorób?
  8. Czy martwisz się swoim zdrowiem bardziej niż większość ludzi?
  9. Czy masz wrażenie, że ludzie nie traktują poważnie twoich dolegliwości?
  10. Czy ciężko ci uwierzyć, kiedy lekarz mówi, że nie masz się czym martwić?
  11. Czy często martwi cię myśl, że możesz cierpieć na jakąś poważną chorobę?
  12. Jeśli czytasz lub słyszysz o jakiejś chorobie (w radiu, w telewizji, w gazetach lub od kogoś, kogo znasz), czy martwisz się, że możesz na nią zapaść?
  13. Czy łapiesz się na tym, że trapi cię wiele różnorodnych objawów?
  14. Czy często obserwujesz u siebie objawy bardzo poważnej choroby?

Każda odpowiedź to możliwość uzyskania punktu od 1 do 5. Wynik do, mniej więcej, 30 punktów oznacza, że nie masz się czym przejmować, więc nie musisz już czytać dalej posta (żartuję, musisz). Wynik powyżej 30 punktów może oznaczać, że jesteś hipochondrykiem. Uznajmy jednak te cyferki za umowne. Ludzie cierpiący na depresję, nie będący typowymi, zadeklarowanymi hipochondrykami, mogą mieć z racji swojej choroby, bardzo wysoki wynik.

NERWICA HIPOCHONDRYCZNA

Coś, na co dosyć często cierpią studenci medycyny. Polega ona na „uporczywym, trwałym, zaabsorbowaniu możliwością zapadnięcia na poważną chorobę”. Zwykłe i powszechne odczucia są interpretowane jako objaw nienormalny i odbiegający od normy. Ten stan wśród wspomnianych studentów medycyny nazywa się studentozą medyczną. Prawda jest jednak taka, że nie trzeba studiować medycyny, by tego typu nerwicy doświadczać.

POCZĄTKI HIPOCHONDRII

Chociaż hipochondrię uznajemy za jeden z przykrych skutków ubocznych postępu cywilizacyjnego (obok depresji czy nerwicy), to pojawiła się ona na długo przed wspomnianym postępem. Termin hipochondria był używany już w IV wieku p.n.e.
Hypo (pod) + chondros (chrząstką żeber). Starożytni lekarze łączyli hipochondrię z melancholią, co jest zaskakująco trafnym wnioskiem jak na tamte czasy. Obecne badania dowodzą bowiem, że objawy hipochondrii najczęściej pojawiają się u pacjentów leczących się na kliniczną postać depresji.

OSIEM ZŁOTYCH RAD DLA HIPOCHONDRYKÓW

  1. Jeśli cierpisz na uporczywe objawy, które nie tylko nie znikają, ale się nasilają, po prostu się zbadaj. Czasem dobrze nawet zrobić szereg podstawowych badań dla samego świętego spokoju. Bywa, że wizyta u lekarza bądź pozytywne wyniki poprawiają humor jedynie na chwilę. Mając jednak „dowód na zdrowie” na papierze zawsze można do niego sięgnąć w chwili słabości. Ja na przykład przez lata cierpię na migrenę. Miałam robiony rezonans magnetyczny, który nie wykazał żadnych nieprawidłowości. Nie mówię, że kartka z pozytywnym wynikiem była lekiem na wszystkie złe myśli, ale na pewno bez tej kartki popadałabym swojego czasu w paranoję.
  2. Staraj się zaangażować w zajęcia, które nieco odwracają twoją uwagę od.. samego siebie. Z własnego doświadczenia wiem, że czytanie, oglądanie filmów czy samotny spacer, mimo, że są lepszą czynnością niż siedzenie i wychwytywanie każdego drgnięcia naszego ciała, nie są najlepsze do walki z hipochondrią. Nałóż na siebie jakiś obowiązek, weź się za sprzątanie, idź na rower, pobiegaj, zmęcz się, zaangażuj się w wolontariat, spotkaj się ze znajomym. Czasami okazuje się, że dużo wolnego czasu + tendencje do zaburzeń psychicznych równają się większemu prawdopodobieństwu na ich powstanie. Zajmij mądrze swój czas. Do tego ważna rada – WSTAWAJ WCZEŚNIEJ. Rano masz świeższy umysł i nawet, jeśli nie jesteś od razu tryskającą energią, wystarczy kilka zabiegów, by się obudzić. A wtedy masz kilka dodatkowych godzin w ciągu dnia, które możesz wykorzystać na co tylko chcesz. Nie porównuj tego do dodatkowych godzin, gdy fundujesz sobie pójście spać o 3 nad ranem. Różnica jest taka, że w trakcie „nadprogramowych” godzin porannych prawdopodobnie będziesz się czuć psychicznie dużo lepiej, bo nie zdążysz jeszcze nazbierać różnych emocjonalnych punktów do swojej dziennej listy. Zachęcam was do obejrzenia materiału Andrzeja Tucholskiego o 9 rzeczach o zrobienia przed 9. rano. Dla mnie osobiście najlepszą godziną na wstanie jest godzina 7:00, jak nie 6:30. Zauważyłam, że, o dziwo, jestem o wiele radośniejsza, mam mniej napadów lęku i jestem dużo lepiej zorganizowana, gdy wstaję wczesnym rankiem.
  3. Zmień tryb życia na nieco bardziej ruchliwy, ogranicz cukier, poczytaj o substancjach, które pobudzają układ nerwowy, a których ty powinieneś przez to unikać. Zacznij suplementować witaminy z grupy B, to bardzo ważne! Kiedy miałam silne objawy nerwicy, zaczęłam łykać Neurovit (B1, B6, B12, 55zł, na receptę), zauważyłam znaczną poprawę samopoczucia. Obecnie łykam witaminę B i magnez, a w okresie jesienno-zimowym pamiętam o uzupełnianiu witaminy D. Do tego ogranicz alkohol, rzuć palenie, ale to oczywiste.
  4. Czasem jednak, mimo, że odżywiasz się zdrowo, śpisz ustawowe 7-8 godzin, regularnie biegasz czy udzielasz się w jakiejś fundacji, dalej czujesz się tak samo źle. Myślę, że wtedy jest czas na skorzystanie z pomocy specjalisty. Możesz udać się do lekarza ogólnego, który, skieruje cię na podstawowe badania i w przypadku pozytywnych wyników, da ci skierowanie do psychologa. Na wizytę u psychologa raczej nie czeka się długo, ale to zależy od miasta i od poradni, którą wybierzesz. Psycholog na 90% skieruje cię do psychoterapeuty, bo sam nie ma uprawnień do leczenia zaburzeń, chociaż to też oczywiście zależy od psychologa. Wykazano, że najskuteczniejszą terapią, która może złagodzić objawy hipochondrii jest terapia behawioralno-kognitywna. Jeśli cierpisz na hipochondrię i ta przypadłość niemal rujnuje ci życie i wybierzesz się z tym do psychoterapeuty napisz do mnie. Jesteś wielki i chcę ci osobiście pogratulować. Zdecydowana większość osób cierpiących nie uda się na psychoterapię, tylko na kolejne badanie, prześwietlenie czy pobranie krwi.
    Jeśli chodzi o tabletki, osobiście mogę polecić hydroksyzynę, dostaniecie ją na receptę, jest to lek, który stosuje się przy napadach lęku. Osobiście nie odczuwam żadnych skutków ubocznych, jedynie co, to muszę się po niej zdrzemnąć, ale już po krótkiej drzemce, wracam nie tylko do pełni sił fizycznych, ale i spokoju psychicznego. Pamiętajcie jednak, że tego typu tabletki mają być tylko wspomagaczem!
  5. NIE GOOGLUJ OBJAWÓW! Myślę, że większość z nas chociaż raz w życiu zajrzała do sieci w celu znalezienia przyczyny występowania jakiegoś dziwnego bólu czy kłucia. Zyskało to nawet osobną nazwę: cyberchondria. Praktycznie w każdym takim artykule, autorzy wpisują dosłownie wszystkie możliwe powody różnych objawów, zaczynając od stresu, kończąc na nowotworze. Osoba cierpiąca na hipochondrię, stresu prawdopodobnie nawet nie zauważy, za to śmiertelnie przejmie się tą ostatnią, najgorszą opcją. Tak samo staraj się unikać filmów czy książek, w których fabuła oparta jest na tematyce zdrowotnej. Dla mnie idealnym przykładem takiego filmu jest film „Gwiazd naszych wina”. Jest cudny, ale zdecydowanie nie dla hipochondryków. Młodzi ludzie umierający na raka nie są w tym wypadku najlepszym widokiem.
  6. Pamiętaj, że każdy z nas od czasu do czasu może źle się czuć. Szczególnie w dzisiejszych czasach. Skażone środowisko, tempo życia, niezdrowe jedzenie, złe nawyki, to wszystko może skutkować różnymi bólami, kłuciem czy osłabieniem.
  7. Zastanów się co może być powodem twojej hipochondrii. Ja na przykład zawsze dbałam o swoje zdrowie i nie ignorowałam uporczywych objawów, jednak było to raczej zdrowe podejście. Wszystko zmieniło się po odmie. W moim przypadku zatem początek wziął się od choroby. W twoim może to również była choroba, twoja bądź kogoś z twoich bliskich. Introwertycy, osoby melancholijne, neurotycy są dużo bardziej narażeni na zaburzenia lękowe. Zastanów się dlaczego czujesz potrzebę zachowywania się jak osoba chora. Może to być sygnał dla twoich bliskich, że poświęcane jest ci za mało uwagi. Może to być też sygnał dla ciebie, że jesteś niepewny siebie bądź masz silne skłonności egocentryczne i chorobą podświadomie próbujesz zwrócić na siebie uwagę. Popracuj nad znalezieniem powodu, nie zagłuszaj go lekami, wizytami u lekarza czy odkładaniem leczenia na później. Prawdopodobnie nie będzie lepiej. Takie zaburzenia raczej nie znikają same, trzeba im pomóc i niekiedy jest to żmudna praca. Sama droga dojścia do tego czy to kwestia lęku jest cholernie długa, bo wyeliminowanie możliwości posiadania realnej choroby jest czasochłonnym, i czasem też kosztownym, procesem.
  8. Ostatni, co nie znaczy, że najmniej ważny, podpunkt. Znajdź sobie coś, co zaangażuje cię duchowo. Osobiście nie uznaję nikogo/niczego innego niż wiara w Boga, Jezusa Chrystusa, ale nie mogę wam tego oczywiście narzucić. Mogę jednak zachęcić. Czym jest hipochondria jak nie lękiem o zdrowie i o życie? Wierząc, że jestem dzieckiem Boga, starając się codziennie z Nim żyć, zyskuję pewność, że po śmierci czeka na mnie miejsce w Niebie. Czy jest zatem powód do zmartwień, skoro nawet jeśli zachoruję lub doznam nagłego ataku czegokolwiek i poskutkuje to śmiercią, trafię do nowego, lepszego miejsca? Dlatego też osoby uduchowione rzadziej zmagają się z jakimikolwiek lękami. Bóg obdarza takich ludzi ponadnaturalnym spokojem, którego żaden lekarz, lekarstwo czy terapia ci po prostu nie zapewni.

Myślę, że tu zakończę, chociaż jest jeszcze wiele kwestii, które mogłabym poruszyć. Gorąco zachęcam do zapoznania się z odnośnikami w tekście, a także książką „Podręcznik hipochondryka” od Josha Naish.
Jeśli chcecie coś dodać, czujcie się wolni do napisania tego w komentarzu.
Jeśli macie jakieś doświadczenia z hipochondrią, możecie się również nimi podzielić.
Możecie również skontaktować się ze mną mailowo lub przez Instagrama, by tak po prostu, porozmawiać, wymienić się przeżyciami, dodać sobie otuchy. Pamiętajcie, że ja z powyższym zmagam się tak samo jak niejeden z was. 🙂 Jesteśmy w jednej drużynie.

Pozdrawiam was i do następnego.

10 myśli w temacie “Martwię się o swoje zdrowie, bo jestem zadufanym egocentrykiem i narcyzem

  1. Ruda Wstążka pisze:

    Powiem ci, że bardzo cieszę się, że na pierwszym miejscu twoich porad jest pójście na badania. Bo mi się zdarzyło pójść do lekarza, będąc przekonana, że coś mi jest i się „rozczarować”. Ale zdarzyło mi się też być przekonaną, że znowu przesadzać i odkryć, że faktycznie coś mi jest 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      No jasne, ja też tak miałam. Jeden lekarz powiedział mi podczas wizyty, że nie da mi skierowania na podstawowe badania, bo jestem „młoda i zdrowa”. Siedem godzin później leżałam w szpitalu z odmą. Naprawdę lepiej się zbadać, jeśli człowiek nie czuje się dobrze i nie dać się lekarzom. Hipochondrycy, którzy często odwiedzają te same przychodnie są już z czasem traktowani mniej poważnie, a w taki sposób można łatwo coś przeoczyć..

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ruda Wstążka pisze:

        No pewnie. Bo przecież młodzi ludzie nie chorują… Moja koleżanka tak przechodziła całą szkołę z migrenami, których nikt nie brał na poważnie, bo przecież „dzieci nie mogą mieć migren”

        Polubienie

  2. Bartek | Bartekwpodrozy.pl pisze:

    Byłem świadomy, że prawie wszystko w naszych świecie paruje się antagonistycznie. Nocebo, które w końcu ktoś nazwał, doskwiera nie tylko hipochondrykom. To niestety droga przez mękę, bo psychika jest obciążona ciągłym zakręcaniem się na nowe objawy i ich konsekwencje, przez co czujemy się coraz gorzej. Bez dobrej opieki psychologicznej może być krucho.

    Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Internet niestety czasami tylko komplikuje sprawę, a poradniki to nie żywy człowiek, który zbada, osłucha, zrobi badania. Nie ma co polegać na mediach czy książkach.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s