Czy filozofia sprzed 2400 lat może mieć sens obecnie? Sceptycyzm pirroński jako filozofia życia w XXI w.

14 000 wejść! Łuhu! Ktoś tu jest bombowy, że mi nabił tyle odwiedzin. Dziękuję!

Powiem jak sprawa wygląda, bo nie wygląda kolorowo.
Wzięłam pod pachę komputer oraz książkę o komunikacji interpersonalnej i masowej. Usiadłam w ulubionej kawiarni [Kafo], zamówiłam ulubioną kawę [flat white] i wiedziałam, że w takim miejscu i z takim asortymentem kofeinowym to się po prostu nie może nie udać. Przewertowałam książkę, myśląc: No, dawaj mi tu pani Mirko Wawrzak-Chodaczek jakiś pikantny temat, co bym w końcu zapodała coś z psychologii moim ludziom.

Przeczytałam cały jeden rozdział dotyczący komunikacji interpersonalnej z wykorzystaniem nowych mediów, z czego dowiedziałam się czegoś, o czym totalnie nie miałam pojęcia! O narodzie! Telefon robi zdjęcia, to jest raz. Relacje za pośrednictwem Facebooka są mniej trwałe niż w świecie rzeczywistym, to jest dwa. Niektórzy bezrobotni mężczyźni szukają sponsorek na portalach randkowych, oferując usługi seksualne w zamian za dach nad głową, miskę ciepłej zupy (napisałabym bym „po pracy”, ale ci dranie właśnie nie pracują) i komplet ubrań z ciucholandu, to jest trzy. Wisienka na przesłodzonym już torcie.

No dobra, ale do sedna. Miało być o komunikacji, ale książka na podstawie której ten post miał powstać, okazała się bardzo przeciętna. Taki zbiór suchych faktów, streszczenie dwudziestu pięciu innych książek z psychologii + rewelacje jak te wyżej. Kilka dni temu też, po 66 stronach męczenia się z Huxleyem, odłożyłam, raczej bezpowrotnie. Coś mam ostatnio niefart do książek.

Tak się składa, że obecnie jestem na etapie pisania pracy licencjackiej. Mój temat brzmi tak, że każdy kto go usłyszy robi wielkie oczy, zupełnie nie wiedzieć czemu, a mianowicie tak: Koncepcje szczęścia w greckiej filozofii życia, a próby ich współczesnej adaptacji.
W mojej pracy szczegółowo omawiam głównie takie koncepcje jak sceptycyzm, stoicyzm i epikureizm. Ja jestem fanką filozofii starożytnej i uważam, że większość koncepcji po niej to nieudany bełkot, najczęściej nic nowego nie wnoszący, tylko albo sobie jeden z drugim coś z poprzednich filozofii odjęli, albo coś dodali, albo połączyli jedną ideę z inną i powstało takie cuś dziwnego, czego oni sami chyba do końca nie rozumieją.

No dobra, ALE DO SEDNA. Właśnie kończę rozdział dotyczący sceptyków i stwierdziłam, że ich filozofia jest na tyle ciekawa, że można ją tu omówić w kilku słowach (kilku słowach :D). Postawa sceptyczna obecnie jest kojarzona z wątpieniem i podejrzliwością wobec konkretnego zjawiska czy zagadnienia, a więc raczej nie powiemy o kimś: wysoki, szczupły, lubi placki po węgiersku, a z charakteru to konformista i sceptyk (konformista i sceptyk jednocześnie, ciekawe combo). Wynika to niewątpliwie z tego, że raczej ciężko nam sobie wyobrazić wątpienie w dosłownie wszystko. Osobie, która zdecydowałaby się na radykalne zwątpienie we wszystko co ją otacza, czekałby obecnie raczej nieuchronny koniec żywota, bowiem wątpiąc we wszystko, odnosiłaby się ona z dystansem nawet do własnych zmysłów, podejrzewając je o omylność, co zaś na sto procent zaangażowałoby ją w np. jakiś wypadek samochodowy lub skok z czternastego piętra. A dokładnie tacy puknięci byli sceptycy starożytni.
Brzmi trochę jak choroba psychiczna i powiem, że wcale bym się nie zdziwiła, gdyby po przebadaniu umysłów starożytnych sceptyków obecnym metodami, wyszło, że mają jakieś postępujące zaburzenia na tle psychicznym.

Pewne wątki sceptyczne pojawiały się na długo przed pełnym wykrystalizowaniem się pełnej koncepcji sceptycyzmu. Kimś, kogo uznajemy za ówczesnego prekursora tej filozofii jest jednak Pirron z Elidy, którego urodziny datujemy mniej więcej na 360 p.n.e. Jego poglądy filozoficzne uformowały się po wizycie w Indiach i spotkania z tamtejszymi myślicielami, znanymi ze swojego ascetycznego życia i odporności na ból, lęk czy strach. Tak zainspirowany Pirron, wróciwszy do Grecji, założył własną szkołę i rozpoczął swoje new life, new Pirron. Pytanie: czy tak się da? W jednym momencie przestać reagować na ból? Poskromić swoje emocje w reakcjach na różne zjawiska? Coś, co dotąd nas irytowało, smuciło, dziwiło, bolało, ma być od tego momentu po prostu neutralne, jeśli nie zupełnie nieistotne?
Ten problem tłumaczę sobie na dwa sposoby: nie wierzę, by ludzie żyjący ponad 2000 lat temu diametralnie różnili się od ludzi obecnie. Możliwe, że Pirron był po prostu taką flegmatyczną, nieco introwertyczną osobowością ze skłonnościami do neurotyczności. Dzisiaj przecież też spotykamy się raczej z łączonymi cechami różnych temperamentów. Taka zmiana jak u Pirrona po wizycie u indyjskich ascetów, wcale nie musiała być taka diametralna, bo prawdopodobne jest to, że tendencje do takiej postawy miał już facet wcześniej.
Natomiast druga możliwość jest taka, że cała ta przemiana Pirrona była po prostu w jego głowie. Jego silne przekonania i wiara w nową zasadę życia, determinować mogła jego zachowanie, jego emocje, reakcje albo ich.. brak. Dodajmy do tego też fakt, że żył on około 90 lat, miał czas na to, by popracować nad swoją osobowością. No i, na miłość boską – starożytność! Co go miało wtedy wielce wyprowadzać z równowagi! Nie było korków, nie było zacinających się aplikacji, nie było smogu, nie było portali plotkarskich, nie było telemarketerów. Co miał chłopina narzekać.

Pirrona, w jego sceptycznych rozważaniach, mocno wyróżniła idea apathei, czyli obojętności, która to miała w konsekwencji prowadzić do ataraksji, czyli spokoju oraz eudajmonii, czyli szczęścia. Jednak naczelnym hasłem sceptycyzmu jest: Wiedza n i e i s t n i e je. Nie ma prawdy absolutnej, nie ma prawdy subiektywnej. Możemy, rzecz jasna, wygłaszać sobie jakieś poglądy pod nosem, ale nie możemy narzucać ich innym ludziom, nie możemy przyjmować, że nasze własne sądy mogą stać się stanowiskiem obiektywnym. Ludzie są od siebie różni, mają różną osobowość, wpadają w różnorodne stany psycho-fizyczne, do tego jesteśmy różnie wychowywani, wierzymy w co innego, żyjemy w krajach, które różnią się obowiązującym prawem. I tu nam bardzo blisko do Protagorasa, największego relatywisty jakiego starożytny świat filozoficzny widział, znanego ze swojej sentencji: Człowiek jest miarą wszechrzeczy. Gdzieś ostatnio w sieci przeczytałam, że relatywizm to największa choroba współczesnego świata ponowoczesnego i sądzę, że wiele w tym zdaniu prawdy. Z drugiej strony, myślę jednak, że na ówczesne czasy, relatywizm nie niósł za sobą takich zagrożeń, co więcej, otworzył szerokie wrota to gamy możliwości kreowania różnorakich teorii filozoficznych. Pomijam, że nie zawsze alternatywa ta niosła za sobą dobre owoce, najczęściej były to zgniłe jabłka. Jak już wspomniałam nie jestem fanką późniejszych etapów filozofii.

A czego my, zwykli śmiertelnicy aktualnych czasów, możemy uczyć się od sceptyków? Jak przerzucić starożytną wiedzę na obecny grunt?
Pirron sądził, że nie możemy mieć pewności co do czegokolwiek, ponieważ nie możemy uzyskać godnego zaufania kryterium prawdy. Rzecz jasna, jako osoba wierząca nie zgodzę się z tym twierdzeniem, ale mogę go nieco przekształcić. Za wątpieniem u Pirrona szło bowiem wstrzymanie sądów na temat rzeczywistości oraz uświadomienie sobie niemożności przeistoczenia się naszych subiektywnych opinii w obiektywne. I to właśnie owe wstrzymanie się od sądów ma prowadzić do spokoju.
I tak myślę.. czy jest to możliwe, byśmy czasem zamknęli nasze szanowne buźki i zaczęli brać więcej rzeczy z dystansem? Zarówno to, co wypowiadamy, jak i to, co przyjmujemy powinniśmy owiać solidną dawką rezerwy i powściągliwości. Pogląd ten mocno przypomina sokratejskie „Wiem, że nic nie wiem„. Czy uświadomienie sobie własnej niewiedzy nie może być przypadkiem dla nas w pewien sposób oczyszczające? Gdyby spojrzeć na sceptycyzm nieco mniej krytycznymi oczami, czy nie dostrzeglibyśmy możliwości swojego rodzaju autoterapii? Oceniamy ludzi, oceniamy zjawiska, oceniamy zachowania, fakty lub ich brak, ale powiedzcie – jak często dokonujemy tego na podstawie logicznych dowodów? Czy nie jest tak, że 99% naszych wypowiedzi to nasze przypuszczenia, nasze przekonania, nasza wiara? Ok, w pewnych sytuacjach się to sprawdzi, na przykład ja, wierzę w Boga i nie będę tego podważać, nie będę w to wątpić. Jednak kiedy czeka przede nami coś, dajmy na to jakaś rozmowa lub wydarzenie, które wywołuje w nas stres, czy nie warto zadać sobie pytania, czego tak naprawdę się boimy? Czegoś co jest oparte na racjonalnym, faktycznym rozumowaniu czy na naszych subiektywnych wyobrażeniach?
Według Pirrona, powtarzam, do szczęścia potrzeba nam wyrzeczenia się wszelkiej wiedzy i powstrzymania się od wydawania opinii. Realne? No nie. Nie oszukujmy się, nierealne. Sceptycyzm Pirrona był od początku uznawany za bardzo radykalny, a w dzisiejszych czasach to już w ogóle pojechałby po bandzie, gdyby komuś takimi sloganami rzucał, zaraz by go kolejnym kołczem okrzyknęli i memy wrzucali na Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty. Jednak, po okrojeniu całej idei z jej, lekko niedorzecznej utopijności, mamy całkiem w dechę teorię na życie.
Oczywiście o samym Pirronie jak i o sceptycyzmie, można by pisać i pisać. Jak ktoś chce poczytać więcej, niech poczeka aż skończę pisać licencjat, to dam do przeczytania. 😀

Dajcie znaka co tam sądzicie. Jak stwierdzę, że o hedonizmie Epikura i stoicyzmie też warto coś skrobnąć, to pomyślę, może coś wrzucę.
See ya later, alligator.

10 myśli w temacie “Czy filozofia sprzed 2400 lat może mieć sens obecnie? Sceptycyzm pirroński jako filozofia życia w XXI w.

  1. Piotrek Adamczyk pisze:

    Nawet nie wiedziałem, że stosuję w swoim życiu filozofię Pirrona 😀

    Staram się (podkreślam, STARAM) nie osądzać ludzi, ich czynów, danych zjawisk, jeżeli nie mam odpowiednich, hmm, danych. Np. pani ze sklepu jest dla mnie niemiła. Dlaczego? Mogę to wziąć do siebie i uznać, że to ze mnie bije niechęć do świata. Ale równie dobrze ona może mieć okres, słaby dzień, partner ją rzucił lub po prostu jest wnerwiona, że tyra za marne grosze. Nie wiem, nie zamierzam jej o to pytać. Dlatego też wychodzę z takiego sklepu i się tym nie przejmuję, bo i po co? I dzięki zastosowaniu tej reguły w różnych aspektach życia, łapię swoje zen i mam spokój w bani 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Dla niektórych filozofia na studiach to przykry obowiązek, ale śmiem wywnioskować z Twojego komentarza, że jakieś pozytywne wspomnienia i sentyment są 🙂

      Polubienie

  2. Weronika pisze:

    Kasiu, a mnie się bardzo podoba podejście do filozofii, które przedstawiłaś. Zupełnie nie rozumiem dlaczego ludzie robią wielkie oczy słysząc temat Twojego licencjatu- przecież jest wspaniały! Chętnie bym przeczytała Twoją pracę. 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s