Food Pharmacy, Wakacje w Norwegii i Miej umiar, czyli marcowe #bookreviews

Zaczęłam pisać wczoraj, ale zupełnie nie wiedzieć czemu, naszła mnie ochota obejrzeć sobie sto dziewięćdziesiąty szósty raz najnowszy epizod SW. Przypominam wam tym samym, że wchodząc tu, macie do czynienia z gwiezdnowojennym czubem, także niech nikogo nie dziwi oglądanie przeze mnie, po raz kolejny, tego samego filmu. Stwierdziłam, że w domu jakoś nie mogę się nastroić do pisania, więc wyszłam dziś z chałupy z kompem i książkami do mojej ulubionej kawiarni w Gliwicach – Kafo. Kafo jest dla mnie zawsze inspirujące, bo raz, podają n a j l e p s z ą flat white na świecie (a na pewno w Gliwicach) oraz, że zapodają super muzyczkę, którą od razu shazamuję i dodaję do mojej playlisty.

Wam, drodzy blogerzy, też tak polecam. Wyjść ze swoich czterech ścian. Poszukajcie swojego drugiego domu, który będzie alternatywą dla waszego, a może odkryjecie dzięki temu nowe pokłady inspiracji. A przy okazji dacie komuś zarobić.
Gliwiczanom Kafo polecam z całego serduszka.

Dziś – trochę o książkach. Od ostatniej recenzji co prawda minęło trochę tygodni, ale to tylko dlatego, że nie przeczytałam nic tak szałowego co zasługiwałoby na osobną recenzję (bądź nic takiego co dostałam od wydawnictwa i co osobnej recenzji by wymagało).
W styczniu opowiadałam wam o „Stylu prowokatywnym w terapii i coachingu” i od tego momentu żadnego życiowego poradniczka nie przeczytałam. No, nie licząc…

… MIEJ UMIAR

edf

Książkę napisała Natalia Knopek, autorka bloga simplife.pl, o którym szczerze mówiąc nic nie słyszałam, ale ja jestem generalnie dość słaba w znajomości blogów, więc proszę mi wybaczyć. Książkę zakupiłam w Biedrze za 24,99 zł, stwierdziłam Wow, ale okazyja, ale zrobiłam biznes. A potem w domu spojrzałam na cenę oryginalną i się okazało, że zaoszczędziłam 4,91zł, #cóż. Co do książki, ładnie wydana, przyjemna czcionka, kilka cieszących oko fotografii. Treścią przepełniona (chociaż biorąc pod uwagę wielkość czcionki czy interlinii, to myślę, że mogłaby być połowę cieńsza).
No, ale treść. No właśnie. Hameryki to ja tu nie odkryłam. Zdawałam sobie sprawę, że tak może być, jednak kupiłam i tak, bo lubię takie zestawienia typu: „5 kroków, by zostać królem życia” czy „15 rzeczy, które musisz robić codziennie by cieszyć się zdrowiem jak kuń„. Tu kroków jest 52 i mają one, według autorki, wieść do życia po swojemu. Knopek zaleca też, żeby nie tylko wdrażać te kroki stopniowo (jeden krok na tydzień), ale też w takim samym tempie książkę czytać. Matko bosko, da się tak? W dobie, gdy minimalizm jest powszechnie znany i 80% z nas wie „co w trawie piszczy”, zaleca się nam wdrażanie tak prostych zasad jak „Przeglądnij szafę i wyrzuć z niej niepotrzebne rzeczy” albo „Poświęć chociaż 30 minut dziennie na krótki spacer„? Z jednej strony, ok, racja, jako rozumny gatunek, mamy o dziwo ogromne problemy z podstawowymi rzeczami i podczas, gdy łapie nas siódme przeziębienie w roku, wolimy iść po siódmy antybiotyk, niż zastanowić się głęboko nad przyczyną problemu i słabej odporności. Stąd tak wiele teraz osób, które nawołują nas do sięgnięcia do korzeni, do naturalnych rozwiązań, do rozwiązań, które działały jak ludzie nie byli jeszcze otoczeni internetem, chemią i setką sieciówek, z których pochodzą ich ubrania, które potem musieliby „porządkować”, „segregować” czy „ograniczać, bo ich ilość stała się zatrważająco przytłaczająca”. Ostatecznie więc powiem tak: książka będzie OK dla osób, które o minimalizmie mają z e r o w e pojęcie, które są wybitnie niezorganizowane pod każdym względem (biorąc pod uwagę powszechną definicję niezorganizowania) i które bardzo chcą to zmienić. Można dowiedzieć się co nieco o organizacji swojego otoczenia, świadomym traktowaniu swojego ciała (jedzenie, aktywność fizyczna, zdrowe nawyki), relacjach z innymi czy o byciu swoim przyjacielem przez pielęgnowanie ducha.
Grubość: ok. 350 stron
Wydawnictwo: Pascal
Moja ocena: fifty-fifty, wszystko ładnie pięknie, ale po prostu (już) nie dla mnie.


FOOD PHARMACY

edf

Tę książkę też kupiłam w Biedronce, nie pamiętam już ile oszczędziłam, jednak wiem, że było to zdecydowanie więcej niż 4,91zł. Bardzo długo leżała na mojej półce i czekała w kolejce „do przeczytania”, ale jakoś za każdym razem sięgałam po coś innego. W końcu przeczytała ją moja mama, przy okazji zaznaczając okładkę trzy-centrymetrową plamą, tak żebym miała pewność, że już była przez nią używana (thx mummy). Od tego momentu w domu zaczęło pojawiać się awokado, kawa została zamieniona na Inkę, pojawiły się kapary dodawane do sałatek, które tylko ja zjadałam, mama się wycwaniła, bo pojawił się blender, w którym swoje smoothie przyrządzała w pięć minut, podczas gdy ja, wcześniej, przez pół roku męczyłam się z cholerną sokowirówką, ‚dzięki’ której zrobienie soku wraz z przygotowaniem składników (umycie, porządne obranie, pokrojenie) i umyciem sprzętu, zajmowało czasem nawet trzy kwadranse (podczas gdy wypicie tego co wyszło zajmowało całe błogosławione dwie minuty).
Dobra, jednak konkrety. Książka jest napisana przez Linę i Mię, po konsultacjach z profesorem medycyny, Stigiem Bengmarkiem. Poruszają temat istotności jelit w naszym organizmie, zwracając uwagę na ważną kwestie jaką jest stan zapalny (lub przewlekły stan zapalny), mogący dawać liczne objawy w naszym ciele, które my odczytujemy, często błędnie, jako przejaw jakiejś choroby. Po wystarczającej dawce przydatnych informacji i kilku łatwych przepisach, autorki zapraszają nas do świata kuchni przeciwzapalnej, rzucając zupełnie nowe światło na temat żywienia. Okazuje się, że śniadanie wcale nie jest najważniejszym posiłkiem dnia, banany powinno się jeść gdy są wręcz zielone, a makaron, który ukazuje się na co drugim fit instagramie nie jest wcale najlepszą bazą pod nasze obiady. Podają listę zamienników dla popularnych składników i tak, zamiast masła warto wybrać awokado, sok ze sklepu warto zastąpić domowym smoothie czy ryż, dobrze zamienić na komosę ryżową czy ziarna sorgo lub grykę. Ja po tej lekturze mocno ograniczyłam mięso, co kiedyś wydawało mi się niemożliwością. Weganką raczej w najbliższym czasie nie zostanę (tak samo jak nie zrezygnuję z makaronu, dojrzałych bananków czy ferrero rocher, raz na jakiś czas, no halo), zresztą ta książka też do weganizmu wcale nie nawołuje, ale na pewno poniekąd zachęca i ja będę zmierzała w tym kierunku małymi, ślimaczymi kroczkami. Przepisy są, piękne zdjęcia są, informacji garść jest, a owa garść jest do tego przepełniona humorem i wstawkami rozmów autorek. Znajdzie się również smaczek dla fanów SW, ale o tym już nie będę spoilować. 😉
Dziewczyny poświęciły również czas na napisanie kontynuacji tej książki, jednak skupiając się już na przepisach, ale ta dopiero jest na mojej liście do przeczytania.
Grubość: ok. 200 stron, ale nieco większy format.
Wydawnictwo: Otwarte
Moja ocena: jestem jak najbardziej na tak i uważam, że jest to książka dla każdego.


Wakacje w Norwegii

IMG_20180316_125639.jpg

Może nie wiecie, ale jestem fanką Skandynawii i w ogóle, bardziej ciągnie mnie do północy, niż do gorącego południa. Chociaż jak tak teraz patrzę za okno i widzę ten deszcz i -2 stopnie, to może chwilowo bym zmieniła zdanie, ale generalnie jestem bardziej za północną. Wiedziałam, że Olga Morawska jest autorką książek o charakterze przewodników. Na okładce z tyłu jest napisane, że owe pozycje tworzą serię subiektywnych doświadczeń autorki. No właśnie, tyle, że tych subiektywnych doświadczeń to akurat jest tyle co kot napłakał. Norwegia mnie fascynuje, więc czytałam z jakimś tam zaciekawieniem, ale gdybym czytała, nie wiem, o Kazachstanie, to czułabym się nieco znudzona, bo książka zawiera masę informacji niczym prosto z Wikipedii. Tu znajdziecie to, obok tego jest tamto, to ma tyle metrów, to ma tyle kilometrów. Do tego trochę historii i parę rozmazanych zdjęć z telefonu. Tam, gdzie autorka nie była, tam poprosiła inne osoby, by o tych miejscach opowiedziały. Nie podoba mi się taka idea. Jak gdzieś jestem i jeszcze mam to subiektywnie opisać, to jadę wszędzie i swoimi słowami opisuję co widzę, jakie są moje osobiste przemyślenia, porównania z innymi kulturami, i to wszystko, rzecz jasna, może być, ba, powinno być, przeplecione jakimiś faktami czy historią, ale na miłość boską, robić subiektywny przewodnik, gdzie 95% książki to suche fakty, to jednak trochę niewypał.
Grubość: ok. 100 stron
Wydawnictwo: National Geographic
Moja ocena: marna, można by to było zrobić niebo lepiej.

I tym samym kończymy dzisiejszy wpis. Siedziałam w Kafo dwie i pół godziny, wypiłam flat white, cappucino, herbatkę i trzy szklanki filtrowanej wody, zjadłam kanapkę z pastą szczawiową, do playlisty dodałam sześć piosenek, które oczywiście wcześniej udało mi się tu zshazamować, przez kawiarnię przewinęło się jakieś trzydzieści osób, ja napisałam tu bez problemów cały tekst, porobiłam ładne zdjęcia, wychodzę najedzona i zadowolona. Chociaż jeszcze jedno flat white bym na ruszt wrzuciła, ale wytrzymałość mojej pikawy ma swoje granice. Na zewnątrz buro i ponuro, ale pociesza mnie fakt, że wieczorem będę mogła siąść z kolejną książką, po to, by za parę tygodni znowu podzielić się z wami kolejną porcyjką nowych pozycji książkowych.

Dajcie znać co ostatnio przeczytaliście! A może znacie to o czym dziś napisałam?

8 myśli w temacie “Food Pharmacy, Wakacje w Norwegii i Miej umiar, czyli marcowe #bookreviews

  1. Ola pisze:

    Jestem w trakcie czytania himalaistek, właściwie to kończę, była do kupienia niedawno w Biedronce, Norwegia nigdy mnie nie pociągała;) uwielbiam ciepłe klimaty ale i tak zazdroszczę planów na wakacje

    Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      To jeszcze nie plany na Wakacje, aczkolwiek bardzo chciałabym się tam pojawić w najbliższym roku 😉 Biedronka ma znakomite książki czasem, wiem o tym, aż trzeba się czasem siłą powstrzymywać, żeby nie kupić.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s