Narzekanie jako sport narodowy i obywatelski obowiązek

Nie za bardzo lubię narzekać. Dlaczegóż? Poniewóż narzekanie niewiele mi daje, humoru nie poprawia, sytuacji nie zmienia, a tylko wprowadza atmosferę zbiorowego zniechęcenia i poczucia beznadziei sytuacji (pomijając PEWNE dni, ale to tylko czytelniczki zrozumieją). Wprawiony krytykant jest w stanie nawrócić na pesymizm nawet największych idealistów swoim wiecznym ‚nie’, ‚ale’ albo reagowaniem na większość postów na Facebooku złowieszczą buźką podpisaną ‚grr’. Wspomniani idealiści zaczynają zatem wątpić. Niby ‚Wątpię, więc myślę, myślę, więc jestem’, ale oprócz zasiania owej nutki niepewności, narzekacze sieją w nas trochę jakby.. gorszy nastrój, więc kartezjuszowska sentencja zamienia się w ‚Wątpię, więc myślę, myślę, więc jestem wpieniony jak Lord Vader, gdy zabijał rebeliantów w Rogue One‚.
No to co, ponarzekamy?

Nie powiem, mam dwojakie podejście do, tak zwanej, wolności w internecie. Z jednej strony dobrze, że każdy ma możliwość wypowiedzenia swojej opinii czy przedstawienia swojego poglądu, nawet jeśli nie jest on pozytywny bądź nie należy do większości. Z drugiej jednak, owa wolność przyczynia się do zjawiska charakteryzującego się zbiorowym zrzędzeniem, które potwornie ostudza chwilową pozytywną ikrę, którą ktoś miał odwagę początkowo szerzyć.

Miasto wrzuciło na FB posta z projektem nowego budynku, który ma stanąć na pustym od lat terenie. Długo nie trzeba czekać – „O matko, jaki straszebny„, „Lepiej było drzewa tam posadzić„, „Nooo, jasne, budujcie budynek na budynku, zasłaniajcie nam dostęp do światła, Amerykę nam tu róbcie„, „Surowy ten budynek, kto to projektował, okropność„, „Ja bym to zrobił lepiej„.
Nikt nie patrzy na to, że pusta działka w centrum miasta leży od kilku dekad, nikt nie patrzy, że znalazł się ktoś, kto ma pomysł, by ją zagospodarować, nikt nie patrzy, że może będą w niej mieszkania bądź nowe miejsca praca dla ludzi. A może widzą, ale boją się publicznie pochlebnie wyrazić swojego zdania?

Youtuberki. Dajmy na to, taka Angelika Mucha. Albo aktorki, na przykład Julia Wieniawa. Ja te dziewczyny szczerze podziwiam, bo ja po takiej dawce krytyki jaką one dziennie przyjmują bym już dawno była po czternastu załamaniach nerwowych. Obie pracowite, osiągają sukcesy, głupie nie są. Pewne wypowiedzi czy zachowania są podyktowane jedynie wiekiem, ale widać, że mają w sobie cechy godne naśladowania. Nie wybiły się przecież ot tak, na niczym. Jak czytam komentarze, że taka Angelika to sobie teraz żyje jak królowa i niby z jakiej racji, to mi się na prawdę trochę przykro robi. Ludzie nadal mają ograniczone pojęcie o Youtubie i o tym, że to może stanowić pracę, wcale nie lżejszą od pracy na kasie w Biedrze. To, że ktoś nie stoi osiem godzin w sklepie albo nie dźwiga kartonów na produkcji, nie znaczy, że jego zajęcie nie może się nazywać pracą. Ja udzielam korepetycji – za pieniądze, więc to praca! Taka Angelika czy Jessica Mercedes utrzymują się ze swojej działalności internetowej – więc to jest praca! Zbudowanie czegoś takiego samemu od zera wymaga wysiłku, wkładu czasu, emocji i pieniędzy, więc niech nikt mi nie mówi, że dziewczyny nie mogą pozwolić sobie na takie życie jakie teraz wiodą. Nie mówiąc już o tym, że wizerunek medialny to jedno, a wielu problemów po prostu nie widzimy.

Wyszła polska edycja Vogue. Nagle wszyscy stali się ekspertami i zaczęli jechać po okładce. Nikt nie sprawdził kto jest autorem zdjęcia, nikt nie wyściubił nosa poza obiegowe opinie w sieci i mam wrażenie, że z czasem narzekanie na okładkę było jakby obowiązkiem.

O, albo ogłoszenie obsady filmu o Hanie Solo. Pod praktycznie każdym linkiem wspominającym ten film jest lawina komentarzy w stylu „Ten kto wybrał tego zioma na Hana, powinien stracić robotę„, „Jak on jest podobny do Forda, to ja jestem podobny do Pitta„, „Ten film będzie beznadzieją bez Forda„, „Nikt go nie zastąpi„. Ok, ok, to, że Forda nikt nie zastąpi jest raczej logiczne, bo jakiego aktora by nie wybrali to żaden nie byłby jego klonem. Jednak trzeba za każdym razem ujawnić swoją frustrację, znowu jest jakby poczucie powinności, by wylać swoje żale, które, przyznajmy, są trochę bezcelowe. Ponadto okazuje się, że aktora ocenia się po wyglądzie, a gra aktorska jest w sumie nieważna. Szczególnie, że nie miało się z nią styczności, bo film wychodzi dopiero za trzy miesiące.

Nie mówię, by się na wszystko godzić, wszystko akceptować, wszystko lubić, niczego nie negować, nie kwestionować. Można robić to wszystko, ale na miłość boską, róbmy to z większym wyczuciem, z większą wyrozumiałością, z nieco przychylniejszym okiem, nie sugerując się do końca tym co ‚większość sądzi’, bo często jest tak, że społeczny dowód słuszności gra u nich większą rolę niż autentyczna i indywidualna opinia. Łatwiej jest nam dołączyć do tych co biadolą, niż samemu zacząć biadolić.
Nie irytuje mnie tak bardzo powszechnie omawiany hejt czy też internetowi trolle, nie irytują mnie tak nawet madki, janusze cebulaki czy inne anomalie.

Co mnie boli, to wieczne nastawienie na NIE. Wieczne niezadowolenie, wieczny pesymizm, wieczne „ale”, nawet przy 99 powodach do optymizmu i zadowolenia, szukanie tego jednego powodu, który miałby udowodnić, że wcale się nie ma co tak cieszyć. Wieczna gburowatość, chamstwo, prymitywizm wychodzący od zakompleksionych osób, które wewnętrzne problemy ze sobą muszą przelewać do internetu zarażając ponuractwem całą, do momentu zadowoloną z dnia, resztę użytkowników.

Dajcie znać co sądzicie.
Do następnego. 😉

19 myśli w temacie “Narzekanie jako sport narodowy i obywatelski obowiązek

  1. Daria Filipowicz pisze:

    No i po tak narzekać na narzekanie? 😉 Tak na poważnie, to ostatnio próbuję pozbyć się tego nawyku, za każdym razem kiedy mam ochotę znowu pobiadolić to zatrzymuję się i zastanawiam czy na pewno chcę to powiedzieć. W wielu przypadkach działa 🙂

    Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      O! No właśnie, bo często mówimy coś w emocjach, a kiedy zostawimy taki ślad w internecie, to w zależności od tego co to jest konkretnie za miejsce, zobaczy to kilkaset, kilka tysięcy ludzi. Niby można skasować, ale swoje to już zrobiło.

      Polubienie

  2. Anita pisze:

    Czy mnie to boli? Czy mnie to denerwuje? Muszę pomyśleć…. Nie, nie boli i nie denerwuje. Jeśli ktoś ma ochotę widzieć wszystko w takiej perspektywie, to jego decyzja i jego problem. Na mnie to wpływu nie ma. Ani mnie to grzeje, ani ziębi. Oceny czy krytyka jest wpisana w nasze życie.

    Zdajesz sobie sprawę, że właśnie narzekasz na narzekających? 😉 Czy nie mówisz właśnie teraz również NIE? Przynajmniej tak to odbieram. A gdyby tak powiedzieć TAK?

    W każdym razie ja jestem na TAK. 🙂

    Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Nie zrozumiałaś albo nie przeczytałaś dokładnie wpisu. 😛 Raczej normalne, że ocena i krytyka jest wpisana w nasze życie. Chodzi o sytuację w której ktoś celowo i notorycznie wyraża swoje negatywne zdanie, zamiast docenić pewne fakty. Przykład z miastem i tym budynkiem to nie przykład, który wymyśliłam, tylko jeden z kilkudziesięciu przykładów na wieczne negatywne reakcje mieszkańców miasta w którym mieszkam na dosłownie wszystkie pomysły miasta na jego POLEPSZENIE.
      Tak, zdaje sobie sprawę, że „narzekam”, jeśli przeczytałaś post, to zauważyłaś pewnie „No to co, ponarzekamy?” ;). Myślę jednak, że prawdziwe narzekanie występuje wtedy, gdy mówimy coś tak na prawdę bez celu, byle ponarzekać. Ja nie napisałam tego posta, by wylać swoje żale, tylko żeby zwrócić uwagę na konkretny problem. W końcu chyba mogę poruszać dowolne tematy, prawda? 😉
      Mam nadzieję, że po przeczytaniu mojej odpowiedzi lepiej zrozumiesz kontekst i klimat mojego wpisu, a jak nie, to trudno. Ktoś się może ze mną raz w czymś nie zgodzić :p

      Polubienie

      1. Anita pisze:

        Nigdzie nie napisałam, że się nie zgadzam. 🙂 Tak właśnie jest, jak piszesz, ale nie przeszkadza mi to. Kiedyś tak, owszem. Dziś nie. I tak, to jedno zdanie mi umknęło. 🙂 Wbrew pozorom, sens jednak rozumiem. To są fakty, z którymi nie polemizuję. Odpowiadam tylko na pytanie. Zaciekawiło mnie też, jak napisać taki post będąc na TAK. Jaką by to formę miało. Czysta pisarska ciekawość. To wszystko. Widać mało dziś zrozumiała… Jeśli dalej piszę niezrozumiale, to najwyraźniej czas mi odpocząć.
        Jakaś przyczyna tego narzekania zapewne jest. Tylko czy oni sami ją znają? Wielu zapewne nie. I może nawet nie myślą się w to zagłębiać. Ich wybór… No, ale to już jakby inny temat. 😉

        Polubienie

      2. Sfera Rozwoju pisze:

        Wiesz kiedy łapię się na tym, że mam ochotę napisać w internecie coś co niewiele wniesie oprócz sarkastycznego komentarza, tzw. negatywnej „opinii”? Kiedy mam zły humor/kiedy mam gorszy czas w życiu i jestem ze sobą niepogodzona/kiedy się z kimś pokłócę. Tylko czy to mi daje powody, by wylewać frustrację do sieci? Ja na prawdę nie mówię, że chodzi tylko o pisanie pozytywnych rzeczy. Ba, myślę, że każdemu raz na ruski rok może się zdarzyć napisać coś złego w emocjach. Mówię o osobach, które regularnie to robią. Ciebie to nie rusza i zapewne jest wiele osób takich jak Ty. Mnie rusza i chciałam o tym napisać, zarówno wiedząc, że wiele osób podziela moje zdanie, choćby rodzina. 🙂 No, ale tego już nie ma co analizować, poglądy mamy różne i chwała Bogu 😀

        Polubienie

  3. Weronika pisze:

    Droga Kasiu 🙂 Podoba mi się Twój wpis 🙂 Też uważam, że często po prostu za dużo narzekamy i jest to zupełnie niekonstruktywne. Jednak teraz ja pozwolę sobie na małe narzekanie: mnie bardziej denerwuje pokazywanie każdej sekundy swojego „cudownego życia ” na portalach internetowych. Zjadłam kaczkę (zdjęcie), byłam w kinie(zdjęcie), jestem na cudownych wakacjach ( zdjęcie), mam super dziecko (zdjęcie), jestem pełna oczekiwania/zadowolenia/smutna (zdjęcie). Rany, to właśnie prowadzi do tego, że ludzie czują się zakompleksieni. Bo wchodzą na takiego fejsa i widzą, że nie mają takiego cudownego życia jak Ci inni. I deprecha na całego – myślą, nie jestem fajna, nie mam cudownych wakacji, nie mam super dziecka, nie zjadłam pysznej kaczki, i w ogóle to nic nie mam. Ja bym chciała żeby ludzie widzieli we wszystkim umiar. Umiar jest fajny:) Nie wiem czy zrozumiale napisałam o co mi chodzi – zbyt lekkiego pióra to nie mam (niestety).

    Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Dzięki za komentarz 😉 Co do Twojej wypowiedzi, to widzisz, ludzie bardzo się różnią. Ja na przykład uwielbiam jak ktoś (ktoś kogo lubię, kto mnie ciekawi) dokumentuje nawet tak prozaiczne rzeczy jak to co je na obiad czy gdzie jest na wakacjach. Jakby mnie to irytowało, to bym takie osoby ignorowała, a przyznajmy, nie jest to trudne, można kogoś usunąć ze znajomych/wyłączyć powiadomienia/usunąć z obserwowanych. Osobiście nie czuję zniechęcenia czy zazdrości, wręcz przeciwnie – czuję się zmotywowana! Ja na przykład z wyjścia do kina często pokazuję zdjęcie i wiem, że niektórych to interesuje, bo ciekawi ich moje zdanie na temat danego filmu, więc pytają na priv. Jak kogoś to nie interesuje, a zakładam, że jest duża grupa ludzi, która ma to w nosie, to albo przewija moje InstaStory albo mnie usuwa np. z Instagrama. No trudno, płakać nie będę 😀 Także podsumowując, rozumiem Cię, ale mam na to inny pogląd. I zgadzam się co do umiaru 😉 Chociaż… co to właściwie jest umiar? Czy nie jest tak, że dla każdego umiarem będzie co innego?

      Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Coś w tym pewnie jest. 😉 Jednak nie ma co przerzucać odpowiedzialności za zachowanie na pogodę, myślę, że nie tędy droga. Sama jestem meteoropatką, ale z tego tytułu nie przerzucam swoich humorów, samopoczucia czy bólu głowy do internetu. 🙂

      Polubienie

      1. aksinia-kawa-pudelka pisze:

        1. Dobry, stary rock jest dobry, zatem zgadzam się z p. Berezą 2. Ale gdyby urządzić olimpiadę w narzekaniu, to rodacy zgarnęliby [śmy? byśmy? 😉 ] pierwsze miejsce a standardy wyznaczone byłyby na długo… no, do następnego występu rodaków 😉

        Polubienie

  4. iwonaturzanska pisze:

    Ważny temat poruszyłaś. Ja też bardzo, bardzo nie lubię narzekania, pesymizmu,ale wiele osób on zostawia w wygodnej strefie komfortu – np. jest brzydka pogoda, nie pójdę biegać. Za mało zarabiam, nie będę oszczędzać. Narzekanie umożliwia często brak podejmowania decyzji i daje ogrom wymówek. „Gdy ktoś chce znajdzie sposób, gdy ktoś nie chce – znajdzie powód’.

    Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Tego nie poruszyłam w tekście, bo skupiłam się na „internetowym” narzekaniu, ale dziękuję, że to dodałaś – to też ważny aspekt w tym temacie 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  5. malaszarakulka pisze:

    Akurat sytuacja z Youtuberami czy krytyką projektu budynku moim zdaniem już zakrawa o hejt, a to już nieco inna kategoria niż narzekanie. Narzekanie to dla mnie mówienie o tym, że jest źle, ale nie z myślą o tym, aby kogoś świadomie obrazić. Dla mnie czasem narzekanie bywa inspirujące. Kiedy wypowiem głośno jakąś niezbyt pozytywną myśl, albo przynajmniej nie wyrażającą zadowolenia, nieraz w mojej głowie pojawiają się różne opcje, jak można to zmienić na lepsze:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s