Robimy się do bólu przyziemni i bezbarwni

Zdałam sesję. Wyczyn to to nie był, ale i tak postanowiłam wynagrodzić się decyzją o nowym telefonie, seansem w kinie (tak jakbym wcale nie chodziła do kina co drugi dzień) i hiper dużą kawą ze Starbucks’a. Powiem więcej! Zaczęłam w końcu myśleć nad tematem na licencjat i po trzech minutach myślenia wymyśliłam!
Moje życie od kilku dni polega zatem na czytaniu książek, oglądaniu filmów w domu, oglądaniu filmów w kinie, czekaniu na trailer filmu o Hanie Solo. Jak widać, kupa obowiązków, czyli właściwie dokładnie tak samo jak przed sesją.

Kilka razy wpadałam na bloga, bo nachodziła mnie chwilowa wena, spowodowana najczęściej jakimiś emocjami. Wylewałam to co miałam w głowie i na (wasze) szczęście, dawałam sobie czas, po którym cofałam się do tekstu i stwierdzałam, że był fajny tylko na emocjonalnym haju. Po ochłonięciu, trzeba było kasować.
Dwa dni temu zaczęłam pisać kolejny, też trochę taki emocjonalnie rozklekotany. Zdałam sobie sprawę, że czuję się jakbym nie miała przyzwolenia na pisanie o czymś pozytywnym. Nie, żebym nagle doświadczyła jakiegoś kosmicznego optymizmu, którym miałabym się z wami dzielić, wstawiając na Instagrama zdjęcia opisane dwudziestoma emotkami słoneczek, serduszek i rączek złożonych w geście podziękowania czy też pisząc motywacyjne posty, zachęcając was do wykorzystania tkwiącego w was potencjału, bo chociaż szczerze wierzę w potencjał każdego z was, to nie zamierzam wam tego płytko uświadamiać. Ale to już wiecie.

Obserwuję ludzi. Słucham ich. Rozmawiam z nimi. I jestem nieco przerażona. Nie wiem czy to kwestia dojrzewania i wchodzenia w dorosłość, ale robimy się do bólu przyziemni i bezbarwni. Mam wrażenie, że pisząc o ideach, o wierze, o filozofii, o psychologii, przedstawiam wam coś, na co zupełnie nie macie ochoty ani czasu. Liczy się pójść do pracy, wyspać się, najeść się i być na bieżąco z tym, która Kardiashanka jest teraz w ciąży. I nie oceniam, sama pracuję, śpię i jem (Kardiashanek jedynie nie śledzę), nie jestem specjalnie w życiu zarobiona, ale to dlatego, że tak to sobie wszystko sama ułożyłam.
Patrzę na moich rówieśników i widzę jak bardzo nie jesteśmy gotowi na prawdziwe życie. Niby większość z nas przeżyła różne sytuacje – choroby, rozwód rodziców czy śmierć kogoś z rodziny, ale to przecież dopiero początek, bo życie obfituje w różnego rodzaju przykre sytuacje i myślę, że jeszcze niejedno zło nas w nim spotka. Każdy z nas ma jakieś stresy, powody do zmartwień, do gniewu, do zniechęcenia i daleka jestem od oceniania na ile kto powinien się martwić, nie tworzę żadnej skali stresu ani wagi ciężkich sytuacji życiowych, ale mam apel zarówno do was, jak i do siebie. Jak coś was często boli, zamiast lecieć do kolejnego lekarza albo wyszukiwać sobie chorób w sieci, zbadajcie swoją psychikę i pomyślcie na jakim etapie jesteście w dziedzinie emocji. Zamiast narzekać, zaparzcie sobie ziółka i pomyślcie logicznie, bez nerwów, co praktycznego możecie zrobić w danej sytuacji, o ile w ogóle macie jakiś wpływ na to, na co strzępicie sobie język. Zamiast mówić wszystkim wokół o swoim problemie, zacznijcie szukać rozwiązania i może jakiejś fachowej pomocy. Zamiast szukać powodów do bycia przygnębionym, zacznijmy szukać powodów do zadowolenia, do uśmiechu.

Ja wiem, to nie jest teraz modne. I uwierzcie, że ja sama toczę walkę z takim pesymistycznym podejściem do życia. Wierzę jednak, że da się być i, przede wszystkim, warto być, nieco bardziej optymistycznym i jestem przekonana, że żadne okoliczności życiowe ani tendencje osobowościowe nie przesądzają naszego patrzenia na świat w 100%. Ja nie mam żadnej uniwersalnej recepty na szczęście, wciąż się uczę jak żyć, jak pokonywać lęki, jak wyciągać wnioski, jak starać się zaprzyjaźnić się z pewnymi wewnętrznymi uwarunkowaniami, z którymi kiedyś nieustannie walczyłam. Wiem, że to wszystko wyżej brzmi truistycznie, ale z miesiąca na miesiąc coraz mocniej uświadamiam sobie, że w tym szalonym pędzie, życie na z pozoru banalnych zasadach jest chyba jedynym zdrowym i rozsądnym wyjściem. Dlatego m.in minimalizm stał się ostatnio taki popularny.

Będę dalej pisać o nerwicach, stresach, globalizacji i chorobach, bo tym żyje obecnie świat i niestety coraz więcej z nas. Ale chcę też pisać o radości, o zdrowiu, o Bogu, o pasjach, o filmach, o zainteresowaniach, o powodach, dla których pojawia się na twarzy uśmiech i chcę mieć w tym wasze poparcie.
Nie wiem co was uszczęśliwia.
Wiem tylko, że dobrze jest zacząć częściej zwracać na to uwagę.
Kieruję te słowa do was i do siebie. Bądźmy wszyscy bardziej wdzięczni i pokorni.

14 myśli w temacie “Robimy się do bólu przyziemni i bezbarwni

  1. Piotrek Adamczyk pisze:

    „Zamiast szukać powodów do bycia przygnębionym, zacznijmy szukać powodów do zadowolenia, do uśmiechu.” – yup! Podpisuję się pod tym.

    Niedawno zmieniłem pracę. Ludzie tam mnie zaczynają poznawać. No i dziwią się (takie mam wrażenie) moimi pokładami energii. Już parę razy usłyszałem pytanie „Co tam ćpasz?”. Dla mnie to komplement był 😀 A to wszystko dlatego, że postanowiłem nie przejmować się pierdołami, którymi nie ma sensu się przejmować.

    Np. korek. No stoję w korku, powiedzmy, że tracę czas, tfu, wróć, mam więcej czasu, aby poczytać 🙂 A to, że się gdzieś spóźnię? Trudno, to nie ode mnie zależało w tym przypadku 😉

    Życzę Ci duuużo miłości od ludzi, którzy Cię otaczają, a także zadowolenia z życia!

    Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Rany, Piter, Ty mi mów, że ja Ci nie odpisałam na komentarz, jakie niedopatrzenie z mojej strony! Dzięki, że Ty się zawsze ze mną zgadzasz, Ty się weź może raz ze mną w czymś nie zgódź, ok? 😀 A tak serio, to bardzo podziwiam Twoje podejście i trochę zazdroszczę, mnie jakby ktoś zapytał co ćpam, to bardziej przez to, że jestem 80% czasu rozkojarzona i zmęczona 😀 Dzięki za życzenia, ja Ci życzę mniej korków!

      Polubione przez 1 osoba

      1. Piotrek Adamczyk pisze:

        Ej. Ale korki czasem są spoko. Mogę sobie wtedy książkę poczytać 😀

        Napisz coś, z czym się nie zgadzam, to się nie zgodzę 😀

        Polubienie

  2. Karolina pisze:

    Cieszę się, że są jeszcze tacy ludzie, którzy chcą pisać o tym co dobre!
    Cieszę się, że dla kogoś jest jeszcze ważne mówienie o tym, co życiu nadaje wartość, o Bogu i o tym jakie cuda On sprawia!
    Trzymaj tak dalej! Bardzo chętnie poczytam o tych pozytywnych rzeczach! 🙂
    Wiadomo, częścią naszej codzienności są trudne sytuacje i smutki, ale one nie mogą zdominować nas całych. 🙂
    Powodzenia!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      A ja się cieszę, że są ludzie, którzy tak reagują na chęci pisania o czymś pozytywnym, w tym o Bogu 🙂 Zdecydowanie za mało o Nim dotychczas tu pisałam, w tym roku powinno się to zmienić 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  3. Nisia pisze:

    A ja mam wrażenie, że ludzie są właśniebardziej otwarci na życie i optymistyczni niż kiedyś. Mniej boją się próbować, a więc łatwiej jest im odkryć swoje pasje i zainteresowania. Kwestia jest taka, że nasze podejście warunkuje całą resztę – to takie trochę błędne koło, bo jak człowiek zasiedzi się w optymizmie to on nakręca nas samych, życie staje się przyjemniejsze i łatwiej w takim stanie pozostać. 🙂

    Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Chcesz powiedzieć, że optymiści nie skupiają się tak bardzo na negatywnych cechach ludzi ich otaczających, bo oceniają świat przez pryzmat swojej osoby? Pewno coś w tym jest. Ja jednak nigdy nie byłam zwolenniczką takiego subiektywizmu. A do tego wydaje mi się to mało realne i życiowe, by nie dostrzegać pewnych ludzkich zachowań, przyznajmy, nieco mniej pożądanych przez resztę. Może, że mówimy tu o celowym ignorowaniu, typu: „Widzę, ale nie komentuję, bo mnie to nie interesuje/nie rusza”. Mnie akurat ludzka natura interesuje i rusza. I to w każdej odmianie i okazałości czy to optymistycznej czy nieco mniej.. 😉

      Polubienie

      1. Nisia pisze:

        Niezupełnie o to mi chodziło. Nie jest to kwestia ignorowania wszystkich złych rzeczy, ale nie skupiania się na nich.

        No i jednak nie da się uratować całego świata, więc niektórymi sprawami czy ludźmi nie ma sensu się przejmować. Nie mówię, żeby je zupełnie ignorować. Trzeba wyczuć jakiś balans, bo jeśli masz wysoki poziom empatii to szybko popadniesz w depresję. 😉

        Polubienie

      2. Nisia pisze:

        Bo to jest tak, że każdego spotykają i złe i dobre rzeczy. To nie jest tak, że pesymista ma tylko pecha przez całe życie. Ale on myśli o tym w ten sposób. I to nie jest tak, że optymista ma tylko szczęście. Ale moim zdaniem optymista wybiera myśleć o pozytywach (świadomie bądź nie).
        Jeśli przydarzy się coś złego optymiście, to często jest tak, że on jednak stara się widzieć dobre strony w obecnej sytuacji. Bo nawet jeśli teraz jest źle, to zawsze można się czegoś z tego nauczyć. Bez zła, nie bylibyśmy w stanie docenić dobra i fajnych doznać w życiu. I jeśli myślisz o tym jak wyjść z tej sytuacji, zamiast o tym, jak źle jest obecnie, to łatwiej jest znaleźć rozwiązanie i przywrócić balans swojemu życiu.
        Jeśli coś złego zdarzy się pesymiście, to pewnie często jego pierwszą reakcją jest „dlaczego ja? czemu znów mam pecha? co robię nie tak?”, a to nie zawsze jest wina nas samych. I nie ma sensu rozmyślać nad tym jak dana sytuacja jest negatywna, jeśli nic nam to nie daje, a jedynie sami siebie katujemy.
        Tu chodzi o sposób myślenia, o to, jak wpływa na nasze samopoczucie i jak nasze samopoczucie może wpływać na sytuacje w której się znajdujemy.

        Polubienie

      3. Sfera Rozwoju pisze:

        Ok, ok, ja łapię Twoje rozumowanie. Tyle, że widzisz, ja jestem ponad to. Ponad ten optymizm, ponad pesymizm. Obserwuję, wnioskuję, rozmyślam, potem część z tych przemyśleń ląduje na klawiaturze. Nie dołuje mnie to co pisze, ani nie poprawia mi humoru. Moja osobowość też nie ma tu nic do tego. Obiektywnie oceniam sytuację. Uwierz, wyciągam wiele dobrego nawet z najgorszych sytuacji. Zjedź kilka postów na dół i poczytaj o moim nagłym incydencie zdrowotnym. Poczytaj o mojej nerwicy. Ja jestem ostatnia do użalania się dla samego użalania czy do wskazywania na negatywy dla samego faktu istnienia kolejnych malkontenckich wpisów w sieci. Jeśli poruszam jakiś niewygodny/smutny/ponury temat, to nie po to, by sobie po prostu ponarzekać. Kocham ludzi i widzę w nich wiele dobrego, ale nie jestem z tych, które wszystko przemilczą. Po prostu nie jestem taką osobą.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s