Poznajcie najlepszą nauczycielkę angielskiego – Arlenę Witt

Niedobór magnezu + permanentny stres wynikający z nieugiętej martwoty części mojego mózgu odpowiedzialnej za pomysły na pracę licencjacką + przemożna chęć zapoznania się z wszelkimi przedpremierowymi teoriami dotyczącymi ostatniego epizodu Star Wars = śpiączka bloga. I chociaż stres permanentny pozostał, tak już uzupełnianie braków witaminowych zostało wznowione, a teorii już oglądać nie muszę, bo jestem po seansie w kinie (a nawet dwóch). Teraz co prawda oglądam recenzje, ale to już mnie dużo mniej pochłania czasowo. Dobra, koniec tej argumentacji, no blogerzyna, wbrew pozorom, też człowiek, nie maszyna, więc jakiś przestój od tego przybytku musi czasem zrobić.

Ażeby zatem ani siebie ani was, moi wierni czytelnicy, na głęboką wodę nie rzucać, poruszając jakieś skomplikowane tematy typu nerwica, teoria zabawy według Piageta, teoria kim jest Snoke z TLJ czy celowość ubierania skarpetek do sandałów, poruszymy sobie luźny temat, a mianowicie temat pewnej ludzkiej istoty i nie będzie to o dziwo Jabba. Zapraszam.

Tekst – jak zwykle – będzie głównie zajawką, byście mogli sobie już sami, na własną rękę, poszerzyć temat. Nie jestem książką, nie jestem nawet jej streszczeniem (zawsze czuję się w obowiązku to przypominać), a w tym wypadku nie piszę niczyjej biografii, chociaż zdaje się, że o bohaterze dzisiejszego posta mogłoby spod moich klawiszy małe bio wyjść.
Ową personą jest *fanfary* A r l e n a W i t t.
Po pierwsze, kim jest Arlena Witt, bo chociaż to mało możliwe, to może krążą tu jacyś przybysze z innych planet, którym trzeba ją przedstawić. Arlena jest youtuberem [kanał Arleny], poza internetem jest nauczycielką (udziela prywatnych lekcji), naucza o social mediach oraz jest autorką książki Grama To Nie Drama. Na swoim kanale Arlena opowiada o wymowie angielskich słów, nie wypowiadając się w temacie gramatyki, za co chwała jej i cześć, ponieważ jak wszyscy wiemy, gramatyki to my mamy już akurat w szkole całkiem sporo, czyt. po dziurki w nosie i to kosztem praktykowania normalnej rozmowy.

Dlaczego jednak wyróżniam Arlenę spośród tysięcy twórców w czeluściach Youtuba?

1. Playlista Po Cudzemu
Na YT są kanały ciekawe, na których jest humor i charyzma, ale nie dowiesz się z nich za wiele. Może być też na odwrót, dowiesz się sporo, ale zdążysz uciąć trzy drzemki w trakcie całego materiału. Pomijam sytuację, gdy nie ma ani tego ani tego, ale to nie trzeba długo szukać, bo to są niekiedy te milionowe kanały, no co poradzisz.
U Arleny jest zarówno ciekawie, śmiesznie jak i merytorycznie. Arlena mówi o angielskim dbając o urozmaicenie swoich produkcji wstawkami z filmów, piosenek i seriali. Człowiek jest marną istotą, która szybko zaczyna się nudzić, jak się jej odpowiednio nie zajmie. Te wstawki u Arleny to jest strzał w dziesiątkę, bo jeśli jesteś poniżej 20. roku życia i widok mówiącej przez pięć minut głowy na tle książek miałby cię zmorzyć, to Arlena momentalnie zaskoczy cię takim twistem, że nie ziewniesz ani razu, Młody Użytkowniku Youtuba. Playlista Po Cudzemu na dzień dzisiejszy liczy 110 filmików. No na co jeszcze czekacie?

2. Vlogi
Nie ma ich dużo i nie znajdziecie w nich haul’a zakupowego ani dwustu trzynastu paczek od sponsorów jakie uzbierały się w ciągu trzech dni. No offence, paczki są OK, te całe haule są OK, ale ileż można robić to samo. Arlena tworzy nową jakość pod postacią samego faktu, że istnieje na YT jako kobieta, która nie tworzy kolejnego kanały bjuti do, i tak już nabitej, kolekcji. Vlogi są dobrym uzupełnieniem osi jej kanału, z których możemy dowiedzieć się nieco więcej o jej osobie, ale wszystko to jest utrzymane w granicach nie tylko rozsądku, ale i klimatu kanału. Nie ma zbędnych skrajności i to jest super.

3. Książka „Grama To Nie Drama”
Arlena wydała książkę do gramatyki, chociaż uważam, że słowo książka nie do końca odzwierciedla stan faktyczny. Są to bowiem dwa tomy, każda ma ponad 250 stron. Łącznie 100 rozdziałów genialnie opisujących angielską gramatykę. Bez zbędnej i trudnej terminologii. Dużo wspomagających przykładów. No i coś, co jest w tej książce najlepsze, czyli ćwiczenia.
Ależ zapomnijcie o tym o czym właśnie pomyśleliście! Odrzućcie te głupawe przykłady powtarzające się w co drugiej książce do nauki angielskiego. Hell no. Tu mamy przykłady śmieszne, nawiązujące do popkultury, dziwne, pobudzające wyobraźnię, a czasem podpadające pod niestosowne, co jest głównym zarzutem wobec książki ze strony nauczycieli czy rodziców. Ja nie widzę problemu, zdarza mi się korzystać z książek Arleny na korepetycjach z dziećmi i jak widzę przykład, za który rodzic danego dziecka mógłby mnie pozbawić pieniążków, to po prostu ten przykład omijam. I wszyscy są zadowoleni. Nawet dzieci, które pytają mnie: A ma pani dziś ze sobą tą fajną książkę do gramatyki co ostatnio? No mam kiddo, mam. I tak rodzi się legenda, Drodzy, gdyż gramatyka, przez lata dyskryminowana, ciemiężona i będąca powodem wielu kap na sprawdzianach w polskich szkołach, ma szansę wreszcie zostać zauważona jako coś, co nie musi sprawiać jedynie bólu, histerii i hałasu, gdy się rzuca podręcznikiem o ścianę w przypływie złości, bo c h o l e r n y Present Perfect nie wychodzi.
Jak będziecie mieli więcej pytań co do książki, to zadawajcie w komentarzach.
Zanim zaczniecie je zadawać, upewnijcie się, że odpowiedzi nie ma tu.

4. Last but not least. Osobowość Arleny
Pewnie myślicie, że napiszę: No, wiecie, osobowość tak ciężko wyczuć przez internet, w końcu nie poznałam Arleny na żywo, nie wiem jaka jest w rzeczywistości, może to tylko cała kreacja internetowa, a nie prawdziwa ona, a tu jeb, niespodzianka, bo tak się składa, że ją widziałam i nawet chwilę z nią rozmawiałam! [za brzydkie jeb przepraszam, ale ono nie jest tu bez powodu, kto oglądał czytanie komentarzy u Arleny, to będzie wiedział o co chodzi].
Oczywiście nie upoważnia mnie to jeszcze do analizowania jej psychologicznego profilu, ani do wproszenia się do niej na obiad, ale z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że Arlena na żywo = Arlena w internecie.
Pewno ma tam kobieta jakieś wady, ale ludzie! Kto by chciał na siłę szukać! Ona jest taka fajna! Pewna siebie, pewna tego co robi i kim jest, jednocześnie będąc przy tym ludzka, życiowa i skromna, chyba mogę tak powiedzieć. Ma wyszukane poczucie humoru, nawet jej suchary są wyszukane, umie znakomicie operować żartem, jej spotkanie autorskie w Zabrzu w listopadzie to było w 3/4 spotkanie o charakterze stand-up comedy, całkowicie naturalnego i spontanicznego, dostosowanego do odbiorcy i do toczącej się rozmowy między nią, a słuchaczami. Jestem w nią wpatrzona, bo ma wszystkie te cechy, które tak bardzo podziwiam w ludziach.

Polecam Wam wejść na kanał Arleny, pooglądać kilka odcinków z serii Po Cudzemu + może jakiś vlog, a dla bardziej zainteresowanych odsyłam do tego wywiadu, po którym polubiłam ją jeszcze bardziej:

Jest długi, trwa prawie dwie godziny, więc jeśli nie macie czasu, to polecam obejrzenie fragmentu, a następnie, wejście tu i ściągnięcie sobie wywiadu w formie podcastu w mp3. Poniżej znajdziecie część tematów, które zostały poruszone w wywiadzie.

capture-20171219-144002.png

Tyle na dziś.
Napiszcie czy oglądacie Arlenę lub czy ją chociaż kojarzycie, a jak nie, to czy zachęciłam was do zapoznania się z nią.
Uważam, że warto propagować osoby, które są tego propagowania warte. Mogłabym napisać o Arlenie trzy razy dłuższy post, ale myślę, że materiały dostępne w internecie zrobią lepszą robotę niż moje ich opisywanie. Dzięki za czytanie.
Na następny post nie trzeba będzie tyle czekać. Do zobaczenia w komentarzach!

5 myśli w temacie “Poznajcie najlepszą nauczycielkę angielskiego – Arlenę Witt

  1. Piotrek Adamczyk pisze:

    Co do nauczania gramatyki: w polskim szkolnictwie za duuużą wagę przyjmuje się właśnie do gramy zamiast do normalnego rozmawiania. Weźmy pod uwagę jeszcze, jak gramatyka angielska jest prymitywna w porównaniu choćby do języków romańskich, gdzie koniugacja jest fest, a nie trzy formy czasowników nieregularnych plus czasownik posiłkowy i voila, można stworzyć wszystkie czasy 😀

    Skoro zwykłym uczniom chce się rzygać na samą myśl o nieskomplikowanej gramatyce angielskiej, to jak mają być oni przekonani do nauki innych, trudniejszych języków? Pamiętam ze swojej szkoły: w podstawówce na start Present Continous, w gimnazjum – Present Continous, w liceum – przychodzimy, a na pierwszych lekcjach wałkowany Present Continous. Ludzie, kurde, przecież to tylko odmienione „to be” z czasownikiem +ing. Po co za każdym razem wałkować to samo, zamiast skupić się na umiejętnościach bardziej werbalnych?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      I wiesz, że totalnie nic się nie zmieniło? W kwestii gramatyki przerabiam dokładnie to samo z 11-latkiem i z 16-latkiem. I ten drugi wcale nie jest lepszy od tego pierwszego. 😦

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s