Mindfuck czy mindful? Co daje ci Internet?

Ogłoszenie parafialne.
Uwaga! Ten post powstał we współpracy ze złodziejem partii mózgu odpowiedzialnej za wytworzenie pomysłu na temat pracy licencjackiej. Czytając go, wspierasz autorkę i nadbudowujesz jej poczucie dobrze wykorzystanego czasu (bo – nawias nr.1 – mimo, że wciąż nie wzięła się za pisanie pracy, to napisała chociaż posta, a mogła nie) (albo – nawias nr.2 – przynajmniej nie wyprowadzajcie jej z tego przekonania, ok?).


Na mojej liście pomysłów na tematy (już wszyscy wiemy, że nie na licencjat), które chcę poruszyć na moim blogu (są takie, które widnieją tam już od czternastu miesiący i pewnie drugie tyle jeszcze poczekają) jest jeden, który dotyczy luźniejszych książek, nowo odkrytych kanałów na Youtube oraz prasy, w której ostatnio z wielką namiętnością (jedyna namiętność w moim życiu) się zaczytuję. Także nie chcę za bardzo wnikać i spoilować, ale zacytowana wypowiedź z jednego z tych SuperŹródełRozrywkiDlaAmbitnych jest konieczna do rozwinięcia dzisiejszej myśli przewodniej. Myśl przewodnia jest taka, że zrobił się, kochani, spory burdel w mediach, który robi nam niemniejszy burdel w głowach. Ja znowu pesymistycznie, ale nie umiem inaczej. Just me, myself and I.
I nie wymagajcie ode mnie optymizmu, bo ja naprawdę nie wiem z czym to się je.

W czwartym numerze „Przekroju”, z tego roku, pojawił się wywiad z amerykańską antropolożką i, przede wszystkim, NAUKOWIEC (wszakże jaka byłaby sensowność przytaczania jej mądrości bez tejże wzmianki?) Tanyą Marie Luhrmann, której sposób formułowania myśli bardzo mi się przypodobał. W rozmowie poruszany był temat przyszłości ludzkości z perspektywy, logicznie, antropologii. Sam wywiad jak i (spoiler alert) cały magazyn, bardzo polecam, ale póki co, wracamy do wywiadu. Poniżej wypowiedź owej antropolożki, która zmotywowała mnie do dzisiejszego wylania żalu.

Kiedyś tyle rzeczy wydawało się oczywistych, na przykład, że zjedzenie marchewek sprzyja zdrowiu. Dzisiaj znajdziesz na ten temat setki różnych, wykluczających się doniesień, z których każde wydaje się przekonujące. I jeżeli nie masz dostępu do wiarygodnych czasopism naukowych, to nigdy nie dowiesz się prawdy. Problem w tym, że najpierw musisz wiedzieć, co to takiego wiarygodne czasopisma naukowe, a więc musisz też wiedzieć, co to w ogóle znaczy wiarygodność i na czym polega metoda naukowa.

Wczoraj moja mama słuchała jakiejś kobieciny w sieci, która głosiła, że ryż jest fatalny dla naszego zdrowia, a kasza to już w ogóle kaplica i, że to czekolada jest źródłem wszelkiej obfitości, substancji odżywczych i błogosławieństw i, że należy włączyć ją jako główny składnik diety, a nie tylko jak masz zły nastrój i sobie chcesz dogodzić, nie. Oczywiście mocno naciągam i sobie dopowiadam, ale sens był w zasadzie ten sam.
I chociaż na takie przykłady można machnąć ręką, wzruszyć ramionami, ewentualnie skomentować merytorycznie na Facebooku (przykład merytorycznego komentarza: „XD”), to dobrze wiemy, że przykładów podobnej kaczki dziennikarskiej można mnożyć i to koniecznie używając kalkulatora, bo tabliczka mnożenia już tu nie wystarczy.

Ja naprawdę nie jestem z tych, którzy wyliczają z rzędu 15 powodów, dla których Internet to wcielone zło, od którego można się jedynie uzależnić, stając się pionkiem w machinie inwigilacyjnej Nowego Porządku Świata. Co mnie martwi, to wcale nie to, że ludzie wycofują się ze świata rzeczywistego do tego wirtualnego. I bez Internetu pewnie by się to wycofanie ziściło, tylko nieco inaczej i, przede wszystkim, dużo wolniej. Niepokoi mnie jednak to, że Internet przyjmuje dosłownie wszystko co się do niego wrzuci. Wyobrażam sobie go jako taki ogromny kocioł, który paruje, śmierdzi i przelewa się bulgoczącymi nonsensami. To, że „możemy wszystko” jest w teorii dobre, bo nie ma ograniczeń dla naszych działań, a przecież wszyscy chcemy być teraz tacy do przodu. Rozważam jednak drugą stronę tego „sprzyjającego” szerokiego wyboru. Dla ludzi niezdefiniowanych, czyli dla znakomitej większości naszego rozumnego gatunku, ten wachlarz możliwości może wzbudzić jeszcze większy mętlik, a co za tym idzie, frustrację, która ostatecznie zakończy się tym, że wyznaczenie sobie jakiegoś faktycznego celu czy określonego poglądu na cokolwiek będzie abstrakcją. Nerwic i depresji będziemy mieli w konsekwencji trzy razy więcej niż obecnie.

Wychodzę z założenia, że gdy ktoś czyta bzdurne informacje o negatywnym wpływie ryżu czy kaszy na zdrowie organizmu ludzkiego, to jeśli ma choć minimalnie rozwiniętą bystrość umysłu, wpadnie na pomysł, żeby nie brać jednak takich informacji serio. Ale przecież nie zawsze chodzi o głupi ryż. A i z bystrością u ludzi różnie.

Można się teraz naprawdę pogubić. Co jeść, jak żyć, jak mówić, z czym się nie zgadzać, na kogo głosować, w co wierzyć, co w życiu robić, kogo słuchać. I wiele więcej kwestii i w każdej z nich pierdyliard teorii. I teraz wybierz człowieku jedną, wybierz człowieczyno jedną, a dobrą teorię. Jedną, dobrą, taką, by się nie przejechać i nie skończyć pod ostrzałem zarzutów i opinii: A widzisz, matołku, a trzeba było przyjąć mój punkt widzenia, X się mylił, Y się mylił, tylko ja, Z, mówię prawdę.

I tak jak, o zgrozo, filozoficznych pytań o sens bycia czy o istotę podstawowych wartości ludzkiej egzystencji są według mnie najczęściej chęcią stworzenia utopijnej wersji poglądów, nie mających nic do czynienia z realiami oraz wprowadzających niepotrzebnie dodatkowe niewiadome, tak w tym przypadku myślę, że postawienie sobie pytania o elementarne kwestie indywidualnego życia człowieka może stanowić w jakimś stopniu punkt wyjścia. Może gdy zaczniemy się pytać samych siebie: O co nam, kurna, tak naprawdę w życiu chodzi, to zaczniemy dostrzegać odpowiedzi na to co jeść, jak żyć czy co w życiu robić. Może przestaniemy być tacy niepewni (albo tacy pewni) i podatni na mocne wiatry, których źródłem są internetowi znawcy życia od każdej możliwej pieprzonej dziedziny. Może przestaniemy chcieć być konkretnie osadzeni w jednej doktrynie. W eksperymentowaniu nie ma nic złego, zwłaszcza jeśli podchodzimy do niego przyjaźnie. Próbuję czegoś nowego, bo jestem ciekawy świata, a nie, bo poprzednia rzecz mi ZNOWU nie wyszła.

Życzę wam zdrowego i mocno osobistego podejścia do takich spraw. 😉
Dajcie głos w komentarzach!
Do kolejnego.

9 myśli w temacie “Mindfuck czy mindful? Co daje ci Internet?

  1. Panna Kwiatkowska pisze:

    Do wszelkich informacji pochodzących z internetu podchodzę z dystansem. Wierzę temu, co usłyszę od samych ludzi zajmujących się daną dziedziną, którzy podczas swoich studiów mieli dostęp do wiarygodnych informacji 🙂 A tak nawiasem to bardzo fajny styl pisania 🙂

    Polubienie

  2. Punkt Stwarzania. Miejsce dla silnych kobiet pisze:

    Jako neofitka w zakresie internetu, przynajmniej tego nowoczesnego, w którym dzielisz się swoim życiem na FB, muszę przyznać, że internet zaskoczył mnie bardzo pozytywnie a tutaj kilka refleksji:

    – nie boję się, że całkowicie się wycofam ze społeczeństwa, z tego powodu, że jako introwertyczka zawsze to robiłam – kiedyś medium do wycofania były książki – i zawsze do świata wracałam, gdy potrzebowałam ludzi

    – co do tego, że internet jest wielkim kotłem, do którego każdy wrzuca to co chce – w pełni się zgadzam i uważam, że jest to rzecz dobra. Czemu? Bo uczymy się być krytyczni w stosunku do słowa pisanego, rozumiemy już, że papier wszystko przyjmie, tak było też kiedyś, ale jako społeczeństwo tego nie rozumieliśmy – książki bowiem były bytami wyidealizowanymi, nośnikami prawd objawionych. A mogły być przecież napisane również przez byle kogo, a nawet jeśli były napisane przez kogoś, kto w temat się zagłębił, to przecież nigdy nie powinny nam one służyć jako ostateczna prawda. Ponieważ prawdę o nas samych znamy właśnie my, a nie autor książki.

    dziękuję za tekst zachęcający do refleksji pozdrawiam serdecznie!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s