Halucynacje na trzeźwo, czyli o paraliżu przysennym

Tak się właśnie dziś zastanawiałam o czym, by tu napisać kolejny tekst. Zdecydowałam się, że zanim się pisarka weźmie za tworzenie, to poczyta Murphy’ego. Może jakaś inspiracja przyjdzie albo cuś. Jednakże, łóżko + książka + godzina 22:30 = sto procent, że uderzę w kimono. Życie naprawdę jest jak pudełko czekoladek. Ja akurat w pewnym momencie wyjęłam jakąś orzechową. A mam uczulenie na orzechy. Niemniej jednak, jest temat na wpis. Z życia wzięty.
Pierwszy paraliż przysenny miałam jeszcze za czasów, kiedy nie mogłam dowiedzieć się o tym dziadostwie ani słowa z internetu, czyli jak się domyślacie, dosyć dawno. Nie pamiętam dokładnie kiedy pierwszy raz tego doświadczyłam, ale na pewno miałam poniżej 10-ciu lat. Nie pamiętam dokładnie co wtedy czułam, ale mogę tylko przypuszczać i bardzo współczuć małej Kasi. Paraliż przysenny to coś, na co raczej nie możesz się przygotować, nie jesteś w stanie się na to wcześniej nastawić, a każdy kolejny jest dla ciebie nowością. I tak, mając 23 lata, jestem w stanie stwierdzić, że reaguję na paraliż prawie tak jak wtedy, gdy byłam małym dzieckiem. Mimo, że mam już na jego temat wiedzę. Ale właśnie.. mam wiedzę?
No bo tak, mam ten cały zakichany internet. Mogę wystukać w wujka kilka słów i już wiem, że to rak albo nerwica. 99% objawów to ostatecznie jedno albo drugie według tych wszystkich mądrych wirtualnych doradców. Chcąc dowiedzieć się co jest przyczyną paraliżu, jeden powie ci, że to sprawka demona, inny, że kosmitów, a trzeci zaś, że twoich problemów zdrowotnych, niekoniecznie tylko tych na tle psychicznym, ale somatycznym.
Thora serdecznie zapraszam, chociaż wolałabym, by nawiedził mnie w dzień, a nie kiedy próbuję się, psiakrew, wyspać.

Paraliż przysenny jest normalny i naturalny, dopóki nie wiesz o jego istnieniu lub, inaczej, wiesz, ale nie na własnej, biednej skórze. Czym się charakteryzuje? Opiszę na własnym przykładzie. Czytasz na własną odpowiedzialność.
Podczas zasypiania kiedy robię się już nieco senna, zdarza mi się autentycznie wyczuć moment, w którym moje ciało wchodzi w paraliż przysenny. Jestem w stanie wyczuć konkretną sekundę. Nie mogę wtedy ruszyć absolutnie żadną częścią ciała. Najczęściej odczuwam szalejące tętno, jakby serce zaraz miało mi wyskoczyć z klatki. Jednak kilka razy miałam odwrotne odczucie, takie, jakby serce zaraz miało mi stanąć. Same poczucie paraliżu czy niespokojnego serca i oddechu nie jest jeszcze najgorsze. Najbardziej przerażające są towarzyszące temu zjawisku halucynacje. Podobno nie są one częste i większość ludzi ich podczas paraliżu nie ma. Widocznie zbieram baty za nich, ja mam halucynacje okropnie realistycznie i strasznie przerażające. Słyszę odgłosy, których w ogóle nie jestem w stanie przyrównać do czegokolwiek znanego co ziemskie. Słyszę dźwięki, które nie są aż tak głośne, jednak wypełniają cały mój mózg, przeszywają go. Zawsze mam wrażenie czyjejś obecności w pokoju. Z reguły odczuwam ból w ciele, jakby coś było w środku mnie i chciało się wydostać, albo odwrotnie, wejść do niego, np. poprzez klatkę piersiową. Widzę rzeczy nienaturalne. Czasem widzę obrzydliwe, wręcz demoniczne obrazy. A czasem widzę moją mamę, która patrzy na mnie i nie reaguje na moje wołania. Niekiedy miałam taką sytuację, że mówiłam mamie o tej halucynacji, opowiadałam jej jakie to było nieprzyjemne, po czym okazywało się, że to właśnie była halucynacja. A jak się „budzę” to mama śpi.

Gdy dowiedziałam się, że nie jestem jedyną osobą, która cierpi na paraliż, poczułam się nieco spokojniejsza. Bywają okresy w moim życiu, że miewam je co noc, a bywają takie okresy, że mam je tylko raz na miesiąc/dwa. W internecie przeczytacie, że paraliż przysenny klasyfikowany jest do zaburzeń snu, poznacie również wiele hipotez wynikających z licznych prób analiz tego zjawiska, ale prawda jest taka, że.. chyba nikt jej nie zna. Nie jestem zatem pewna czy da się z tym walczyć, jednak na przestrzeni lat nauczyłam się jak wyjść z tego szybko i bez emocjonalnego szwanku.

Po pierwsze, staram się nie zasypiać na plecach. Nie mam zielonego pojęcia jaki to ma wpływ, ale zauważyłam taką zależność już dawno, dlatego pomijając spontaniczne drzemki jak dziś, zawsze zasypiam na boku lub brzuchu.
Po drugie, jak już nadejdzie paraliż, staram się wyluzować, czyli: zaczynam głęboko i miarowo oddychać. Nie próbuję usilnie wywoływać ruchu ciała – mam wrażenie, że to tylko wzmaga cały ten stan i jeszcze trudniej jest z niego wyjść. Można subtelnie „poruszać” (w rzeczywistości oczywiście nie poruszamy) np. palcami u stóp, ale nie radzę się wić jakbyście się próbowali odgonić od osy.
Po trzecie, kilka lat temu przeczytałam, że paraliż przysenny może być jednym z dobrych sposobów na przejście do świadomego snu, a, że wtedy interesowałam się podobnymi tematami, to zdecydowałam, że będę starać się to praktykować. I faktycznie, da się. Cały sęk w tym, że będąc z stanie paraliżu przysennego jesteście w stanie być reżyserem całego tego przeżycia. Ono będzie paskudne, jeśli odczuwacie niebotyczny lęk, lecz jeśli postaracie się zapanować nad sytuacją i odpowiednio popracujecie wyobraźnią, jesteście w stanie przekształcić paraliż w jeden z najlepszych stanów jakie możecie przeżyć, czyli właśnie sen świadomy [obok wyspania, spokoju i najedzenia brzusia].

Paraliż przeżyłam właśnie około godzinkę temu. Miałam poczucie, że paliły mi się nogi, czułam ogromny ból dłoni, widziałam i słyszałam różne nieprawdopodobne rzeczy, które nawet ciężko mi opisać. Po wyjściu z tego stanu, po wyjściu z tej zupełnie innej rzeczywistości, zdajesz sobie sprawę, że to był tylko twój mózg. Tylko i aż. Książką, którą czytałam przed drzemką była „Potęga podświadomości”. Może o niej coś napiszę, jak będzie tego warta.

Mieliście kiedyś paraliż przysenny? Jakie objawy wam towarzyszyły? Próbowaliście jakoś wyjść z tego stanu? Jestem bardzo ciekawa waszych doświadczeń.

10 myśli w temacie “Halucynacje na trzeźwo, czyli o paraliżu przysennym

  1. poprostumarzenia pisze:

    Ja miałam taki paraliż, ale to raczej jak śniły mi się koszmary. Nie mogłam się poruszyć, a każdy ruch był odrętwiały. Okropne uczucie…a książka wydaje się być ciekawa, może się skusze 🙂
    pozdrawiam 😀

    Polubienie

  2. alessain pisze:

    Zdażyło mi się coś takiego parę razy,kiedy byłam bardzo zmęczona, wypompowana, kiedy stresy bardzo odcisnęły się na mojej psychice. Poza tymi wyjatkami nie miewam z tym problemu, ale szczerze współczuję.

    Polubienie

  3. dziewczezlisciem pisze:

    Łooo, jakie koszmarne! Kuzyn mi kiedyś o tym opowiadał, ale jego doświadczenia nie były takie przerażające, widocznie miał lżejsze stany… Intrygują mnie dźwięki nie z tego świata, ale cała reszta jednak niszczy w zarodku myśl, że byłoby ciekawie przeżyć coś takiego 😛
    Szczęśliwie jedyną dziwaczną atrakcją, jakie mi się zdarza, jest aura migrenowa, dzięki której tracę połowę pola widzenia na rzecz migającej świetlistości, plącze mi się język i nawet litery na klawiaturze ;]. Wystarczy przeczekać z pół godziny albo się zdrzemnąć, gorzej, jak jestem w pracy i nagle zaczynam bredzić jak pijana, bo załączają się afazja i dyzartria ;l

    Polubione przez 1 osoba

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Tych dźwięków nawet nie da się opisać – to trzeba przeżyć (chociaż nikomu nie życzę). Takie podobne aury miewałam kiedyś, teraz już na szczęście nie mam takich rzeczy. A temu towarzyszy Ci oczywiście pieruński ból głowy? Jakie bierzesz leki na to?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s