Jak rozbroić narcyza?

Nie chcę robić ze Sfery drugiego Pudelka (żeby tylko drugiego…), ale gdybym miała podsumować sierpień, to tak by się to właśnie radośnie skończyło. Patrzę wam teraz prosto w oczy. Mam być szczera? Sierpień był beznadziejny. I chciałabym wam napisać czemu, żeby uświadomić co poniektórym, że życie autorki bloga Sfera Rozwoju nie polega wyłącznie na osiąganiu celów, czytaniu książek, łykaniu wiedzy i byciu wiecznie zmotywowanym. Ba. Życie autorki bloga Sfera Rozwoju to nie ciągła motywacja, ambicja czy satysfakcja. Ba! Życie autorki bloga Sfera Rozwoju to życie, tylko i aż życie i są w nim miejsca na kryzysy. Pozwolę sobie na prywatę, jak będę miała stuprocentową pewność, że moja „historia” pomoże komukolwiek z was. Tak jak w lipcu, kiedy napisałam o tym jak zapadło mi się prawe płuco. Podzieliłam się tym z wami, ponieważ chciałam dać wam impuls do zwrócenia waszej uwagi nie na moje zdrowie, lecz na zdrowie nas wszystkich, młodych ludzi.
Tak więc podsumowania sierpnia nie będzie, bo nie ma co podsumowywać. Od września już normalnym tokiem. I rozwinę kiedyś tę „tajemniczą” kwestię, ale dajcie mi czas. 😉


Wydawnictwo GWP zadbało jednak o to, by sierpień nie był taki całkiem zmarnowany. Pewnego dnia przeczytałam w sieci artykuł o narcyzach i bach, tydzień później w skrzynce czekała na mnie książka Rozbroić narcyza. Czy nie cudownie być blogerką?
Czy GWP czyta mi w myślach czy po prostu ma dostęp do mojej historii przeglądania? Holender jasny, żadna opcja nie jest dobra.
No, ale wracając.
Plusy książki, od razu podaję konkrety, bo co się będziemy rozdrabniać.
Książka krótka, nie zawsze oznacza książkę niewypełnioną treścią zbędną, treścią pełną powtórzeń i mówiąc kolokwialnie, treścią gdzie lanie wody już dawno przelało granice czyjejkolwiek cierpliwości, ale!, Drodzy!, Rozbroić narcyza zawiera coś, co przekona nawet tych najbardziej przepełnionych niepewnością. Mianowicie – rekomendację od samego Daniela Golemana! Tak! Z tyłu, na okładce, widnieje jego zachęcające do lektury zdanie, które, mam nadzieję, wszelką rozterkę względem książki obróci w zapomnienie.
Rozbroić narcyza to pozycja książkowa z serii „temat z tytułu i żaden inny”, co logicznie sprowadza się do wniosku, że książka ta jest super konkretna i temat jest ściśle skondensowany do merytorycznych podstaw. Napisana prostym językiem, spis treści jasny w odbiorze, odpowiada faktycznej treści rozdziałów. Wszystko takie picuś glancuś. Temat wyczerpany maksymalnie w kontekście teoretycznym, bo wiadomo, że książka da wiedzę, świadomość i może coś zmienić, ale wcale nie musi. Wtedy trzeba terapii, drugiego człowieka, fachowca. Jednak na poziomie fundamentalnym, uważam, że dobrze ją przeczytać.
W książce autorka skupia się na poznaniu istoty narcyzmu, ponieważ uważa, że, aby można było z narcyzem przebywać (a z reguły zawsze jakiś narcyz się w okolicy trafi), trzeba poznać przyczyny jego, często raniącego, zachowania. Wyjaśnia wobec tego biologiczne uwarunkowania oraz wpływ wychowania i innych okoliczności oddziałujących na jego psychikę. Następnie podaje sposoby na poradzenie sobie z cholernikiem.
Kolejny plus, trochę może nietypowy, to metaforyczne wstawki, rodem z powieści. Wow. To może mało istotne, ale zwróciłam na to uwagę, bo jest rzadko spotykane w poradnikach. To znaczy, w ogóle nie jest spotykane, przynajmniej ja nic takiego nigdzie nie zauważyłam. Może ty się Wendy za jakieś, nie wiem, wiersze weź?

Dobra, już koniec słodzenia.
Minus jest jeden, ale jest duży. W tej całej teorii zabrakło mi jednego ważnego elementu – indywidualnej odpowiedzialności za swoje życie, zachowanie i charakter. No, bo tak, z jednej strony rozumiem przesłanie książki – mamy umieć poradzić sobie z osobą, która jest w siebie zapatrzona. Trudno by książka w takim klimacie miała traktować o technikach wychodzenia z narcyzmu, ona jest skierowana do osób, które mają problem z narcyzami, a nie do narcyzów. JEDNAK, moim bardzo skromnym zdaniem, powinna mieć nieco mniej zaakcentowany czynnik okoliczności zewnętrznych. Bo biedny narcyz miał tak i tak w dzieciństwie, że teraz, mając 30 lat już nie ma żadnego wpływu na siebie i MUSI, naznaczony od 25-ciu lat, postępować jak ostatni gbur. No nie, nie musi. Dobrze by było chociaż to nadmienić. Nie możemy przerzucać pełnej odpowiedzialności za pewne nasze zachowania na rodziców, znajomych w podstawówce czy panią ze sklepiku osiedlowego, w którym kupowaliśmy gumy w kształcie papierosów. Zachowanie otoczenia, geny przodków, pewne wzorce, to wszystko ma znaczenie, ma wpływ, ale na szczęście, jesteśmy obdarowani wolną wolą, mózgiem i mimo wszystko, osobną osobowością. Może być ona naznaczona, ale nie zaznaczona jako niemożliwa do zmiany czy choćby małych modyfikacji. Skoro autorka wspominała przy okazji narcyzmu o pobocznych kwestiach z tematem związanych, to powinna, moim zdaniem, wspomnieć i o tym.

Ostatecznie książkę oczywiście polecam, nie jestem taka krytyczna, bez przesadyzmu. Czyta się szybko, 218 stron. Dodatkowa informacja: zawsze, jak czytam tego typu książki, to zaznaczam sobie post-itami ciekawsze fragmenty i tu mam takich karteczek kilkanaście na całej „rozciągłości” książki, czyli konkretnie: pierwszą mam na 33-ciej, a ostatnią na.. 218-tej. 😉 Zwykle podaję wam kilka takich fragmentów w recenzjach, ale dzisiejsza wyszła mi jakoś wyjątkowo długa, a że co spoiler, to nie ja, to już daruję sobie te cytaty. Nadmienię tylko, że nawet jeśli nie macie w swoim otoczeniu narcyzów, z którymi dane wam jest żyć, to i tak książkę warto przeczytać, bo:
1. Przed wami wiele lat życia na tej ziemi, ziemi pełnej narcyzów, co wy myślicie, że się wam poszczęści i każdego w cudowny sposób będziecie omijać? Co to, to nie.
2. Może się okaże, że największym narcyzem z którym nie możecie sobie poradzić jesteście.. wy sami? No bardzo przepraszam, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Może tak być? Może, no właśnie. I nic strasznego. Przynajmniej będziecie mogli przybliżyć sobie temat z innej strony.

Książkę znajdziecie tu, a mój fanpage tu.
Widzimy się za parę dni! Dajcie głos w komentarzach!

6 myśli w temacie “Jak rozbroić narcyza?

  1. ekopozytywna pisze:

    O, chętnie bym przeczytała! Wiadomo, że wszyscy jesteśmy w pewien sposób naznaczeni od dzieciństwa, ale to nie znaczy, że nie możemy nad sobą pracować. Narcyz nie jest ani biedny ani krwiożerczy. Ja przede wszystkim uważam, że do takich ludzi nie można podchodzić jak do jajek.

    Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Masz rację. Co do obchodzenia się z nimi jak z jajkami.. teoretycznie tak. Zależy jaka relacja, jaka sytuacja, jaka postawa osoby narcystycznej. Tak myślę, że jakby mój przyszły chłopak był narcyzem i doszlibyśmy do tego jakie są ku temu powody, a on mając taką świadomość, chciałby to zmienić, to troszkę bym go jak te jajko traktowała. Oczywiście nie cały czas, chodzi mi o początek tej jego pracy na sobą. Jak uważasz?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s