„Cudze chwalicie, swojego nie znacie”, czyli polscy wykonawcy, których nie powstydzisz się na swojej playliście

Och. Błogosławiony dzień, w który wpadłam na pomysł utworzenia kategorii lifestylowej, do której mogę pakować co mi się tylko żywnie podoba. I błagam, nie wyprowadzajcie mnie z tego przekonania, nawet jeśli jest obiektywnie błędnie, bo subiektywnie jest ono bardzo silne i czuję się dzięki niemu o wiele lepiej.
Na wstępie czuję się w obowiązku nieco rozwinąć tytuł, ponieważ jego druga część sugerować może, że istnieją na naszym polskim podwórku wykonawcy, których należałoby się wstydzić, a ja RZECZ JASNA wcale tak nie uważam. Wstydzić się można nieuprzejmego zachowania wobec drugiej osoby czy też nieprzeczytania wszystkich moich postów, ale wstydzić się słuchania Zenona Martyniuka? No co wy.

Kocham muzykę. Nie wiem czemu nigdy nie myślałam na poważnie o możliwości jej tworzenia. Miałam co prawda małą próbę w gimnazjum, kiedy chciałam zapisać się na perkusję do szkoły muzycznej, ale starość nie radość, gimbaza nie wieczność, się okazało, że na karierę perkusistki jest już za późno. Po drodze miałam jeszcze kilka prób pracy na darmowych programach do remiksów, ale podejrzewam, że ten etap przechodziło większość z nas. Muzyka ma na mnie ogromny wpływ i w moim życiu bezpośrednio silnie wiąże się ze słowem rozwój, ale o tym może kiedy indziej, bo to temat na bardziej refleksyjny dzień, a jest wtorek, dzień po poniedziałku, więc o jakiej refleksji my tu mówimy. Wspominam o tym jednak z tego powodu, by chociaż trochę uzasadnić obecność takiego tematu tutaj.

Polskie podwórko jest mało doceniane. Można doszukiwać się różnych powodów takiego stanu rzeczy, jednak prawda jest taka, że większości z nas nawet na tym nie zależy. Mam wrażenie, że istnieje takie przekonanie, że nic, co polskie nie może być dobre (pod względem muzycznym, ale nie tylko). Będę zatem chciała co jakiś czas dzielić się kilkoma polskimi wykonawcami, których warto sprawdzić, zamiast klikać w nową Taylor. Serio, już nawet lepiej załączcie tego Zenka. Byle nie Taylor. Nie będę opisywała każdego z nich na pięćset słów używając profesjonalnego, muzycznego języka, bo niestety jestem tylko studentką marnego coachingu i nie udaję nawet wielkiej znawczyni teorii muzyki. Prawdą jest jednak, że muzyczne uniesienia są mi potrzebne do egzystencji równie mocno jak kawa. Czyli wiecie, seerio mocno.
Dziś przedstawię wam tych wykonawców, których jak nie znacie, to na pewno chociaż kojarzycie, a jak nie kojarzycie to, moi drodzy, czas zacząć 😉

SONAR SOUL

Nie wiem czemu o Łukaszu nie jest głośniej. Każdego dnia się nad tym zastanawiam. Przesłuchuję sporo odmian muzyki elektronicznej i Sonar Soul daje coś, co jest w zasadzie nieczęsto spotykane w tej kategorii, czyli harmonię i porządek. To niewątpliwie dzięki dużej świadomości muzycznej oraz dopracowaniu każdego numeru, jednak nie oszukujmy się, większość artystów ma dużą świadomość muzyczną i chęć dopracowania swojej muzyki. Mamy tu po prostu styl. Styl i osobowość. Łukasz obecnie współtworzy zespół SONAR, jednak ja sięgam wstecz do jego solowej pracy.

Absolutne mistrzostwo pod każdym względem. Wokal to Justyna Święs [którą u-wiel-biam, Justyno, uwielbiaaaaam Cię]

BITAMINA

Pod jedną z piosenek ktoś napisał komentarz „polskie The Neighbourhood”. Nie lubię takiego generalizowania i radykalnych porównań, ale niech będzie, że można znaleźć wiele podobieństw, szczególnie w wokalu. Bitamina to jednak osobny i inny twór, a żeby zdefiniować go muzycznie, musiałabym użyć wielu fachowych słów. A jak wiecie, nie potrafię tego zrobić! Nie wystarczy powiedzieć, że Bitamina to hip hop, bo to nie jest taki hip hop jaki pewnie macie teraz w głowie. To jest synteza różnorodnych muzycznych smaków. Po więcej – odsyłam tu

DUIT

Powrót do elektroniki, ale trochę żywszej. Tego producenta poznałam dzięki Halayo, które przegwałciłam już wiele razy w życiu i które też ogromnie polecam sprawdzić. Spotkałam się tam z komentarzem od osoby, która była przekonana, że to Hameryka dopóki nie wygooglowała wykonawcy. To jest właśnie te nasze błędne przekonanie, które koniecznie trzeba zmienić. I taki Duit nam w tym może bardzo pomóc. Dziękujemy Duit.

Myślałam, żeby wstawić tu jeszcze ze dwóch wykonawców, ale wiem jak to potem wygląda w praktyce – nie ma się czasu lub ochoty sprawdzać każdego numeru. Zostawiam was więc z tą trójką i jak spodoba wam się pomysł kontynuowania takiej serii, to pomyślę nad kolejną porcją dobrej polskiej muzyczyki.
Błagam, niech się wam spodoba, ok?

Za dni kilka (prawdopodobnie) podsumowanie sierpnia, a potem Sfera Czytelnika! Dużo tych recenzji teraz będzie, szykujcie portfele na te wszystkie książki, co wam pokażę!
No i standardowo dajcie głos! Jak kogoś z powyższych znacie i lubicie, to przybijcie piątkę! Jesteśmy już dobrymi ziomeczkami. Jak nie znacie, ale polubiliście, to jesteśmy na dobrej drodze do pozostania dobrymi ziomeczkami. A jak poznaliście i nie polubliście to… czy to w ogóle możliwe, by nie polubić? 😉

13 myśli w temacie “„Cudze chwalicie, swojego nie znacie”, czyli polscy wykonawcy, których nie powstydzisz się na swojej playliście

  1. piotradamczyk90 pisze:

    Sonar, jako Sonar, a nie jako Sonar Soul, widziałem na żywo. Magia. Elektronika w połączeniu z aksamitnym niczym chusteczki Velvet wokalem Leny brzmi świetnie.

    A płyta „Dom” Bitaminy jest jedną z najfajniejszych polskich płyt ostatnich miesięcy, roku, czy tam jakiegoś czasu 😀 Ile się na tej płycie dzieje! Przejście z jednego vibe’u do drugiego. Daaamn!

    Ogarniasz Jareckiego może?

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s