I po to ten język nienawiści? [recenzja książki „Powiedz to dobrym słowem”]

Mój blog, moje miejsce, przez długi czas mocno książkowe, teoretyczne i obiektywne. Zawsze uważałam, że musi być mocny powód obnażania prywaty. I pisząc prywata, nie mam tu na myśli opisywania miejsca, w którym spędziłam ostatni weekend, lecz przedstawiania naprawdę osobistych przeżyć czy przemyśleń. Wychodzę z założenia, że takie intymne sprawy powinny pozostać intymne, może, że jest szansa, że podzielenie się nimi wniesie cokolwiek wartościowego do życia chociaż innych ludzi. Pierwszą połowę sierpnia spędziłam w szpitalu. Nie będę dziś pisała dlaczego. Chcę tylko uzasadnić swoją długą nieobecność. Kiedyś może rozwinę temat, jednak tylko w przypadku znalezienia dobrego powodu ku temu. Narazie mam dla was krótką recenzję.

Powiedz to dobrym słowem.
Książka typowo rozwojowa. Wiele osób zaintryguje, ale domyślam się, że również wiele osób po nią nie sięgnie. Przeczytanie jej bowiem wiąże się z odkryciem, bądź przypomnieniem sobie (chociaż domniemam, że mało kto jest często przypominany), wpływu słowa zarówno na życie osób z naszego otoczenia jak i nas samych.
Ja jestem realistką z krwi i kości, dlatego nie będę kłamać – książka rewelacja, porusza wiele wątków i złotych myśli, napisana, jak można się domyślać, bardzo pozytywnym językiem (co jednak ważne, pozytywnym, ale nie rozmemłanym!), jednak mimo tego, że mam ją całą poobklejaną niebieskimi karteczkami w wybranych przeze mnie fragmentach, nie zrewolucjonizuje ona mojego życia. Idąc jednak za cytatem To, jaki jesteś, tak mocno krzyczy do mnie, że nie słyszę co mówisz, uważam, że to prawidłowe podejście. Nie ma nic gorszego, niż robienie czegoś na siłę bądź wbrew sobie.

Myślę, że przytoczenie pewnych fragmentów przybliży wam trochę charakter i tematykę książki.

Pozytywne myśli mają wielki wpływ na nasze zachowanie i geny, ale tylko wtedy kiedy są w harmonii z naszymi podświadomymi programami. I o te podświadome programy trzeba zadbać, przeprogramowując podświadomość, wprowadzając do niej nowe elementy. Słowa będą tu odgrywać wielką rolę.


Nie można przeżywać różnorodnych emocji, wzruszeń, jeśli nie można ich opowiedzieć ni innym, ni sobie, jeśli nie można ich nazwać.


W każdej chwili wybieramy język, jakim chcemy mówić o doświadczeniach. A wybierając go, jednocześnie wybieramy to, na czym się koncentrujemy, przenosimy wszak swoją uwagę na to, co jest w życiu piękne, dobre, wartościowe czy ciekawe.


Zauważyłam, że najsilniejsze negatywne przekonania na temat polskiej rzeczywistości mają ludzie, w których miejscu pracy czy domu non stop włączony jest odbiornik radiowy bądź telewizyjny. „Ja tego nie słucham” – mówią mi często (…). No właśnie: ty tego nie słuchasz i nie możesz ocenić prawdziwości czy zasadności słyszanych wypowiedzi, ale podświadomość słucha, przyjmuje je jako informację; nie ocenia ich, bo nie potrafi. Wszystko, co do niej trafia, jest prawdziwe.

Podoba mi się w tej książce to, o czym już wyżej wspomniałam, że autorka – Iwona Majewska-Opiełka, operuje językiem pozytywnym, aczkolwiek konkretnym. Pozytywny język kojarzyć się może z zastępowaniem zwykłych słów zbędnymi zdrobnieniami, brakiem asertywności czy „bylejakością”, przytoczonym już przeze mnie rozmemłaniem. Na szczęście niczego z powyższych tu nie znajdziemy.
Jak dla mnie – pewne myśli czy rozdziały mogłyby być nieco krótsze, ale to może u mnie wynikać z, nazwijmy to bezpiecznie, obyciem w tego rodzaju książkach. Dla nowicjuszy w temacie komunikacji – będzie ok, bo pewne kwestie trzeba mocno rozwinąć, chociażby przez powtórzenie, żeby zostały lepiej zapamiętane.
Mini recenzja, po mojemu – jak zawsze, krótko – jak zawsze, w formie zajawki – jak zawsze i na zawsze tak już pozostanie. Powyższa książka to jedna z tych do których się wraca, ba!, trzeba wracać. Ja dziękuję za nią serdecznie wydawnictwu GWP, które urozmaica mi życie w najlepszy możliwy sposób. Was natomiast zachęcam do przemyślenia tematu. Nie myślcie jednak za dużo – to nikomu jeszcze nie wyszło na dobre (post o overthinking dla niedowiarków) i lećcie na http://www.gwp.pl 😉

PS. Kolejna recenzja będzie dotyczyć pozycji o narcyzach (a kolejna… nie powiem!)

Piszcie co wy myślicie o roli słowa w naszym życiu. Zwracacie uwagę na to co mówicie i.. po co to mówicie?

5 myśli w temacie “I po to ten język nienawiści? [recenzja książki „Powiedz to dobrym słowem”]

  1. piotradamczyk90 pisze:

    „Piszcie co wy myślicie o roli słowa w naszym życiu. Zwracacie uwagę na to co mówicie i.. po co to mówicie?”

    Słowo jest w cholerę ważne w naszym życiu. Parę razy zwracano mi uwagę, że czepiam się słówek, jakichś niuansów itp.. Tylko, że nadinterpretacja mojego przekazu była ewidentna 😀 Przytoczę przykład wymyślony (konkretnych już, na szczęście, nie pamiętam): mówię, że obejrzałem mecz Barcelony. A druga osoba, po usłyszeniu tego komunikatu, mówi: Piotrek jest kibicem Barcelony. Nie, po prostu go oglądałem, bo albo nie miałem co robić, albo dla przyjemności, albo mecz był tłem do spotkania się z ziomkami. Niekoniecznie muszę kibicować danej drużynie, aby oglądać jej spotkania 😉

    Co do drugiej części cytowanej wypowiedzi: czasem zwracam, czasem nie. Zależy w jakim towarzystwie. Przy rodzicach nie rzucam aż tak finezyjnie mięsem, jak wśród znajomych 😀 A cel? Tu też obowiązuje reguła „czasem zwracam, czasem nie”.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      W przytoczonym przez Ciebie fragmencie o Barcelonie przynajmniej nikt nie ucierpiał (chociaż nie wiem, nie znam się na piłce :D), a czasami zdarza się nam powiedzieć lub usłyszeć coś, co w zamiarze miało nikogo nie urazić, a niestety swoją mocą to zrobiło. To jest wszystko jednak trudne, by z dnia na dzień wprowadzić takie radykalne zmiany w mowie, która jest z nami przecież od tylu lat. Można się jednak trochę starać 😀 Częściej zwracać uwagę na finezyjne rzucanie mięsem!

      Polubienie

  2. silniejszaplec pisze:

    Osobiście mam tak, że zbyt często werbalizuje swoje myśli 😉 są ludzie przyjaźnie nastawieni, otwarci którzy nie biorą wszystkiego tak strasznie serio i nie traktują wypowiedzi na maxa personalnie, ale wiadomo zdarza mi się usłyszeć „serio to powiedziałaś?!”. „Yyy no tak serio”. Jak zwykle chodzi o balans. Ludzie są różni i rożnie reagują.Nie znaczy, że mam bać sie każdego wypowiadanego słowa. Nie moge wziąć odpowiedzialności za czyjąś interpretację.

    Warto odróżnić wypowiadanie faktów od wypowiadania opinii. Mamy tendencje do ciągłego oceniania, co nie skutkuje niczym dobrym. Rzeczowa komunikacja to klucz do sukcesu, ale z całą pewnością nie jet to wcale proste do osiągnięcia. W końcu jesteśmy tylko ludźmi.

    Polubienie

    1. Sfera Rozwoju pisze:

      Tak, zgadzam się, nie możemy odpowiadać za reakcję drugiej osoby ani za sposób w jaki odbierze nasze słowa. Możemy postarać się, by maksymalnie jej ułatwić jak najlepsze zrozumienie, ale niestety i wtedy mogą pojawić się małe nieporozumienia. Niektórzy noszą w sobie głęboko zakorzenione przekonania i one czasem zasłaniają możliwość przyjęcia czegoś co się z tym przekonaniem kłóci..

      Co do drugiej części Twojego komentarza, też się zgadzam, jednak warto zwrócić uwagę na fakt, o czym też było w powyższej książce napisane, że oceniać musimy, jest to naturalne i jest na potrzebne, byśmy umieli dokonywać lepszych wyborów czy też byśmy po prostu mogli się rozwijać. Można ocenić coś negatywnie, ale ujmując to w słowa, które nie ranią drugiego człowieka.
      Jesteśmy tylko ludźmi i AŻ ludźmi 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s